wtorek, 25 sierpnia 2015

Od DiCiN CD Katherine

Spojrzałam na cieniostwora...patrzał na mnie wrogo. Kucnęłam nie zwracając uwagi na dziewczynę. Powoli zaczęłam podchodzić, gdy byłam już dość blisko ukłoniłam się i wyciągnęłam rękę. Po chwili stwór przystawił swój pysk do niej. Pogłaskałam go powoli aż się przyzwyczaił i spokojnie wstałam. Również zaczęłam go, a raczej ją głaskać. W końcu spojrzałam na trochę zdziwioną dziewczynę bo zaczęło mnie denerwować jej spojrzenie na mnie.
-Katherine...-wiedziałam, że mamy nową w mieście-przypuszczam, że następna chamska i wredna dziewczyna...przynajmniej dla obcych ludzi...większość dziewczyn taka jest...wredna i chamska, trudno się z nimi zakolegować itp. dla tego wolę towarzystwo zwierząt, im chociaż można zaufać. W ogóle dawaj...rzuć jakiś bezczelny tekst...albo najlepiej mnie ignoruj-powiedziałam, nie rozumiałam trochę czemu to powiedziałam, ale szczerze to zebrało mnie na zwierzenia.
Panowała cisza.
-A jednak ignorowanie-mruknęłam ale tak aby dało się usłyszeć.

Katherine? Hehe...nie wyróżniasz się.

Od DiCiN CD Ciri

Tacy sprytni. Na mojej twarzy pokazał się lekki i wredny uśmiech. Niezauważalnie wyciągnęłam różdżkę i wypowiedziałam tak cicho, że nie usłyszeli zaklęcie, po czym schowałam różdżkę tak samo niezauważalnie jak wtedy.
-Coś mówiłaś?-zapytała mantikora.
-A przypomniało mi się..ty to pewnie Cirilla, lat 20, żywiołak powietrza...a ty to pewnie Asher zamieniony w mantikorę poprzez zaklęcie-szczęka o mało co dziewczynie nie opadła, a jej przyjaciel był również zaskoczony-wiecie mogę wam pomóc bo...w takich sprawach to trochę się znam-dodałam i wyciągnęłam różdżkę, na mojej twarzy pojawił się ten sam uśmiech co wcześniej.

Ciri? Zgaduje, że pomocy nie przyjmiesz :P

Od DiCiN CD Diego

-To ja już może pójdę-powiedziałam i zniknęłam.
Teleportowałam się do domu. Gdy weszłam do sypialni Dayton zmniejszony spał na łóżku. Położyłam się obok smoka i zaczęłam płakać. Day się obudził i szturchnął mnie pyskiem. Podniosłam twarz i go pogłaskałam po czym przytuliłam.
-Już spokojnie...wszystko będzie dobrze-powiedział do mnie telepatycznie.
Usnęłam można powiedzieć "w jego ramionach".
***
Obudziło mnie pukanie do drzwi pokoju.
-To on-usłyszałam telepatyczną wiadomość od Day'a.
Przetarłam oczy i rozejrzałam się. Wstałam i otworzyłam drzwi. Diego wydawał się na początku zaskoczony, a potem (tak mi się wydawało) zmartwiony. Dopiero zdałam sobie sprawę jak wyglądam.
-Czekaj-powiedziałam cicho i zamknęłam drzwi.
Po czym poszłam do łazienki.
***
Po paru minutach wyglądałam już normalnie. Pogłaskałam smoka leżącego na łóżku i znowu otworzyłam drzwi do mojego pokoju. Diego wydawał się zmartwiony. Szczerze bałam się jego odpowiedzi...bo dobrze wiedziałam po co przyszedł. Spojrzałam w jego oczy, a on w moje...łza spłynęła mi po policzku.

Diego?

Od Katherine

Siedziałam na drzewie i obserowałam przechodzących pode mną ludzi. Czarnowłosa, białowłosa, czarnowłosy... To się robiło nudne.
Zaskoczyłam na dół i zaczęłam obserwować przyrodę. Ani jednego zlecenia. Jakie nudy... Coś zaszeleściło w krzakach. Spojrzałam w tym kierunku. Cokolwiek to było, nie bałam się. Gdzieś tam płynie we mnie krew zmiennokształtnego.
Z krzaków wyskoczył dorosły cieniostwór. Cały szary. A szkoda, mógłby być biały. Ale lepszy rydz, niż nic.
Stwór podszedł do mnie i zaczął się łasić. Gdy tylko go dotknęłam, wiedziałam, że to ona.
- Nazwę cię... Enigma.
Wtedy z krzaków wyszła dziewczyna. Blada, czerwonowłosa. Nie zwracałam na nią największej uwagi i dalej głaskałam Enigmę.

DiCiN?

Od Ciri CD DiCiN

Kiedy szłam do swojego domu, zauważyłam, że zgubiłam wisiorek. Nie przejmowałam się, bo miałam takich kilka, a niepowołany nie może go założyć, bo natychmiast go mocno, nawet i do kości, poparzy.
Jak znalazłam się w swoim domu, od razu wzięłam nowy medalion. Nagle zaczął drgać.
Musiała mnie śledzić!
Ktoś zapukał do drzwi.
- To ona ze smokiem - powiedział głęboki głos. Asher. Odwróciłam się. Jako mantikora stał w drzwiach do kuchni.
- Wiesz, jak się nazywa?
- DiCiN Brinley - odpowiedział. - A smok Dayton.
- Schowaj się.
Zniknął w schodach na górę, a ja otworzyłam drzwi. I jak powiedział, stała tam DiCiN.
- Czego? - warknęłam.
- Zgubiłaś coś cos- pokazała mój stary wisior. Następnie spojrzała na moją szyję. Zdziwiła się.
- Dziękuję - wyrwałam jej medalion z ręki i zamknęłam drzwi. Niestety, zablokowała je stopą.
- Kim jesteś? - spytała.
"Przywódczyni miasta" usłyszałam głos w głowie.
- DiCiN, chyba powinnaś wiedzieć o nowych członkach, prawda? - spytałam słodko. To ją zamurowało. W tym samym monecie ze schodów zszedł Asher i stanął obok mnie.
- Dzień dobry - powiedział uprzejmie do zaskoczonej kobiety.
- Dzień dobry - powiedziała niepewnie.
- Nie chciałbym być nieuprzejmy, ale chyba nie można odwiedzić kogoś bez zapowiedzi, prawda? - dalej drążył rozmowę.
- Prawda...
- Chyba że to coś pilnego.
- No... Było. Zgubiła wisiorek.
- A ty śledziłaś Zirael. Tak nie można. Trzeba było od razu oddać własność Zirael, a nie ją śledzić.
Zirael, nienawidziłam tego. To po elfiemu oznaczało "Jaskółka". A właśnie od tego pochodziło moje imię.

DiCiN?

Od Aldora CD Yennefer

- No pewnie, w końcu to mój... Pradziadek.
Bo to prawda. To nie był mój ojciec. Moi rodzice dawno zginęli i on się mną opiekował. A ponieważ, że jest mistrzem eliksirów i nie tylko, wygląda bardzo młodo. I dlatego kazał na siebie mówić "tata".
Jak na zawołanie ulewa przestała lać. Ale Yennefer stwierdziła, że idzie się przebrać i mnie radzi to samo. W sumie, racja.
Pobiegłem do swojego domu. Na szczęście był blisko. Ubrałem granarową koszulę oraz czarne jeansy, a do tego założyłem białe adidasy. Do pasa przypiąłem dwa sztylety. Tak na wszelki wypadek.
Poszedłem do ogrodu Yennefer i tam na nią czekałem.

Yennefer?

Od Diego CD DiCiN

Nie wiedziałem, co o tym myśleć. Ona mordowała ludzi... Może nawet i niewinnych. Tych którzy nie zasługiwali na śmierć. Może nawet bez mrugnięcia okiem, z zimną krwią.
Czułem na sobie jej spojrzenie. Ale ja na nią nie patrzyłem. Patrzyłem na Ice, która wpatrywała się we mnie ze zmartwieniem.
Ta niezręczna cisza panowała jeszcze długo. Wkrótce słońce zaszło.
- Odprowadzę cię do domu - powiedziałem, nawet nie racząc na nią spojrzeć. DiCiN wsiadła na Ice, ja za nią. Smoczyca wylądowała przed jej domem. Znów czułem na sobie jej spojrzałam. I znów na nią nie spojrzałem.
Ice wylądowała w ogrodzie. Wszedłem przez otwarte drzwi balkonowe.
Moim oczom ukazał się lekko zabawny widok.
Thiren spokojnie bawił się z małym gryfem, cieniostworem, hydrą i chimerą, a siostra sztyletowała jego zwierzątka spojrzeniem.
- Thiren... My tyle zwierząt nie będziemy trzymać - powiedziałam.
- Czemu?
- To za dużo... Masz czas do jutra, musisz wybrać dwa. A teraz idziemy spać.

DiCiN?