Lekko otwierałam oczy. Koło mnie siedział Theo. Nagle w moim śnie pojawił się Oni! Krzyknęłam.
- Nie zostawicie mnie, nic wam nie zrobiłam! - krzyknęłam po chwili Theo mnie przytulił. Też go przytuliłam. Po chwili poczułam łzę na moim policzku. Oderwałam się od Theo i dotknęłam swojego policzka. To była moja łza. Zaczęłam kiwać głową w lewo i w prawo. I mówić po cichu.
- Nie, nie, nie.- Theo patrzył się na mnie i złapał mnie za rękę.
- Malia co się dzieję? - popatrzyłam na ręce chłopaka były zimne, jak sopel lodu. Zabrałam od niego ręce i patrzyłam mu w oczy. Po chwili odpowiedziałam.
- Theo to byli ONI- chłopak się zaniepokoił. Zmrużył oczy.
- Malia to tylko sen, tutaj na pewno mają tarczę przez ONI.- chłopak mówił przekonująco. Próbowałam wstać, ale poczułam ostre pieczenie na prawej dłoni. Zauważyłam ugryzienie.
- Theo zobacz, co to jest? - pokazałam mu te ugryzienie. Było nadal czerwone, ale nie leciała krew. Chłopak trzymał moją rękę.
- Nie wiem co to ale lepiej to komuś pokazać.- powiedział, kiwnęłam głową na tak. Wyszłam z łóżka. Podeszłam do szafki. Może to nie wiarygodne ale były tam ubrania.
- Co robisz? - zapytał Theo, patrząc na mnie ze zdziwieniem.
Przekrzywiłam głowę w lewo i poprawiłam włosy.
- Muszę się przebrać w czyste rzeczy. Bo w tych byłam prawie 2 miesiące i prałam je tylko 5 razy. Bo sądziłeś że to strata czasu. - powiedziałam dla chłopaka z zmieszaną miną. Znów podeszłam do szafy. Wybrałam byle co. Ale ładnie wyglądało:
Kiedy wybrałam sobie ciuchy, musiałam się przebrać. Wyszłam z pokoju.
- A Malli gdzie idzie? - zapytał Theo z kpiącym uśmiechem. Warknęłam na niego.
- No chyba muszę się przebrać, co nie? - odpowiedział popychając go na łóżko. Chłopak się uśmiechną. Tak jak i ja.
- Jakby co tutaj masz łazienkę. - wskazał palcem drzwi. Podeszłam do nich. Okazało się że Theo mówił prawdę. Mam toaletę w pokoju. Weszłam do niej. Była ona biała i czarna. Zamknęłam drzwi.
Ubrałam się w białą koszulkę i do tego bordowe bolerko. Wzięłam jeszcze pomadkę bez barwą. Wyszłam z łazienki. Theo stał koło drzwi. Nagle moja rana puchła. Theo zaczął biec ja koło niego, tylko że jestem szybsza. Heh. Kiedy wychodziliśmy zaczęliśmy się ścigać do domu tej kobiety która mnie uratowała.
- Gotowa? - Theo przygotowywał się do biegu, lecz postanowiłam że będę cwana. I szybciej pobiegłam. Theo nie miał szansy na wygraną. Jednak nie mogłam zahamować. Przede mną stał wysoki brunet.
- Uwaga! - jedynie krzyknęłam po czym zauważyłam naprawdę przystojnego bruneta. Z resztą i tak wole szatynów. Chłopak mnie złapał. Patrzyłam w jego oczy, również on.
Hunter? Theo? tutaj bym wolała aby Hunter odpowiedział*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz