Szłam przez las śpiewając sobie piosenkę.
Gdy księżyca blask oświetli ci drogę,
ja ci przejść ją pomogę,
Gdy piorun trzaśnie i zacznie lać,
nie pozwolę ci się bać,
Gdy księżyca blask oświetli ci drogę,
ja ci przejść ją pomogę,
Gdy upadniesz na sam dół,
pomogę ci nie odczuwając ból.
Zaufaj mi, chodź ze mną, rusz w przygodę świata,
Zaufaj mi, chodź ze mną, będziemy razem latać.
Chodź wiele przeszkód stoi nam na przeszkodzie,
To i tak przejdziemy po starej kłodzie,
Przejdziemy przez liny,
Pokonamy gadziny,
Nie zatrzymamy wcale się,
Teraz już to wiem.
Gdy księżyca blask oświetli ci drogę,
ja ci przejść ją pomogę,
Gdy piorun trzaśnie i zacznie lać,
nie pozwolę ci się bać,
Gdy księżyca blask oświetli ci drogę,
ja ci przejść ją pomogę,
Gdy upadniesz na sam dół,
pomogę ci nie odczuwając ból.
Pomooogeee ciiii....
Pomooogeee ciiii....
Pomooogeee ciiii....
Bez wątpienia pomogę ci!
Nagle usłyszałam jakby pisk i trzask. Szybko pobiegłam w tamtą stronę. Gdy wybiegłam z krzaków, ujrzałam królika w klatce. Ale....kto mógłby zrobić coś takiego. Szybko podbiegłam do królika i uwolniłam go...był ranny. W ogóle co tu robi królik?
-Jedna pułapka dwie zdobycze-usłyszałam głos jakiegoś chłopaka.
Odwróciłam się, było ich parę, każdy był ubrany jak "łowca" i mieli czarne paski (jak maski) idące od tyłu głowy, przechodzące przez uszy, policzki i nos, kończąc się na tyle.
-Czego chcesz!-powiedziałam.
Nagle ktoś złapał mnie od tyłu.
-Wiesz mój ojciec chętnie cię pozna, zabierzcie ją-rozkazał jeden chłopak.
Nagle coś wybiegło z lasu, po chwili ujrzałam, że to...czarny lew...
-Aaaaa!-krzyknął ten co mnie trzymał, zresztą nie tylko on, wszyscy uciekli oprócz...mnie. Zaczęłam powoli się cofać. Lew zaryczał i uciekł.
Szybko zaczęłam biec z królikiem.
-Łapać ją!-usłyszałam głos za sobą.
No fajnie, znowu oni. Nagle zauważyłam pegaza, szybko pobiegłam w jego stronę, zaczął uciekać. Wyciągnęłam z poręcznej torby dwie mikstury. Szybkości i siły. Wypiłam je. Dogoniłam istotę i skoczyłam na nią powalając. Po chwili się uspokoiła. Szybko wsiadłam na pegaza.
-Tam jest!-ktoś krzyknął.
-Leć-szepnęłam.
Pegaz wzbił się w powietrze, a ja odetchnęłam z ulgą.
To było dziwne. Wróciłam do domu, pegaza wypuściłam. Weszłam do środka i zapaliłam światła. Było już ciemno. Królik był ranny. Mogłam mu dać maść, ale pożyczyłam Hunterowi. Zabandażowałam łapkę królika i położyłam go obok siebie na łóżku.
***
Obudził mnie króliczek ocierając swój nosek o mój. Otworzyłam oczy i go pogłaskałam. Dałam mu jedzenie i weszłam do łazienki aby zrobić z sobą porządek. Wyszłam czysta, ubrana, uczesana. Wzięłam zwierzę które skończyło posiłek na ręce i zeszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kanapki z sałatą, pomidorem i ogórkiem. Oczywiście dając trochę królikowi. Spojrzałam na niego...był nadzwyczajny. W całym swoim życiu nie widziałam takiego królika, nie był on normalnym królikiem jak inne.

Wzięłam go na ręce i wyszłam z domu. Nie wiedziałam do kogo się udać, poszłam do tego najbliżej czyli Aldora, potem Yennefer i paru innych osób, ale jednak nikt też nigdy takiego króliczka nie widział. Wracałam do domu i spojrzałam w stronę lasu, tego samego w którym mnie napadnięto. Nie chciałam brać Daytona, więc zawołałam pegaza. Nazwałam ją Yella, wsiadłam na nią i wzbiłam się w powietrze. To było cudowne. Wylądowałam niedaleko miejsca w którym mnie napadnięto. Wymyśliłam sprytny plan aby złapać jednego z złoczyńców. Włożyłam królika do pułapki, zrobiłam co trzeba było i się schowałam. Po chwili przyszedł jeden z uśmiechem. Wyszłam z ukrycie.
-A ciebie nie uczono, aby samej do lasu nie chodzić-powiedział chłopak z uśmiechem, wtedy złapałam linę i pociągnęłam ją, zaplątując i zawiązując na drzewie. Chłopak stał w kółku z liny więc gdy to zrobiłam, zawisł na jednej nodze do góry nogami.
-Aaaa! Zostaw, wypuść!-krzyczał.
-Ok-odparłam i już miałam przeciąć linę.
-Nie!-wydarł się.
-No to tak czy nie?-zapytałam zniecierpliwiona.
-Czego chcesz?
CDN