piątek, 31 lipca 2015

Od DiCiN CD Diego

Odwróciłam wzrok.
-Ja nie wiem-powiedziałam i teleportowałam się do domu.
Ja...nie wiedziałam co powiedzieć, bo..o to chodzi, że on tak na prawdę też mi się...podoba. Ale ja nie potrafię mu tego powiedzieć. Siadłam na łóżku w sypialni, niepewnie wzięłam telefon i napisałam SMS'a do Diego.

O 21:30 nad jeziorem Bero

Była 21:00, wzięłam poranny prysznic i ubrałam moją jedyną sukienkę w której nigdy nie chodziłam, dostałam ją.


Uczesałam się, ale włosy zostawiłam rozpuszczone. Umyłam zęby i wyszłam na dwór. Było dość ciepło, jednak wzięłam czarne i ciepłe bolerko które było razem z sukienką. Miałam na sobie zwykłe, płaskie czarne baleriny z dużą kokardką na czubku. Zmierzyłam w stronę jeziora, chciałam sobie zrobić spacerek. Gdy byłam na miejscu, Diego jeszcze nie było. Nagle poczułam czyjeś ręce na moich biodrach. Odwróciłam się, to był chłopak na którego czekałam.
-DiCiN ja przepraszam-powiedział smutny.
-Nie masz za co-odparłam.
-Ale...-nie dałam dokończyć tego co mówi, przerwałam mu...pocałunkiem.
Dość długim i lekko namiętnym pocałunkiem.
-Tak, zostanę twoją dziewczyną-szepnęłam gdy oderwałam swoje usta od jego.

Diego? ;*

Od Huntera CD Belli

- Coś więcej?
Bella się uśmiechnęła, może znów będziemy razem? Eh te marzenia.
- To może o 18.00? Zapytała.
- A gdzie? Zapytałem.
Dziewczyna wyjęła swój telefon, i wziąłem od niej numer. Zapytałem.
- Mogę zrobić tobie zdjęcie do kontaktu?
- Jasne tylko, wiesz ja nie lubię jak ktoś robi mi zdjęcie. Wytłumaczyła.
Zrobiłem jej zdjęcie kiedy się na mnie patrzyła, wyglądała słodko. Wymyśliłem niespodziankę.
- Może spotkamy się nad jeziorem Juta?
Dziewczyna kiwnęła głową, po czym zamknęła mi drzwi przed oczami. Popatrzyłem na zegarek, była 17.05 szybko pobiegłem do domu, po jakieś rzeczy. Wziąłem koc w kratkę.
- Może będzie fajnie. Pomyślałem w końcu Bella podobała mi się od podstawówki.
Pobiegłem nad Jutę. Rozłożyłem koc. Zdjąłem ubranie i wskoczyłem do wody. Na kocu leżał ręcznik. Po chwili zauważyłem Tiss.
- No cześć. Przywitała się.
- Hey ja jestem Hunter, możesz iść zaprosiłem kogoś.
- Bella, jak przypuszczam.
Kiwnąłem głową, po chwili Bella przyszła. Tiss wyczarowała jakąś magie, że jej nie widzieliśmy.
Bella mnie nie widziała. Nic dziwnego, byłem zanurzony w wodzie. Bella weszła na most. Zdjęła buty i włożyła stopy do jeziora. Widziałem je i szybko złapałem. Wciągnąłem Belle do wody.
Byliśmy zanurzeni w wodzie. Bella miała lekki uśmiech na twarzy. Zaczęła mnie gonić. Za ją chlapać. I tak minęły godziny.
2h później.
- Hunter zimno trochę, to ja może pójdę do domu?
- Nie musisz, patrz. Pokazałem jej koc i dwa ręczniki jeden był różowy specjalnie go wziąłem by Bella trochę pomarudziła.
- Różowy, ty chyba żartujesz?
- Nie, ja będę miał czarny a ty różowy. Powiedziałem kpiąco.
Zaczęła mnie ochlapywać. Szybko uciekłem w wodzie. Nagle poczułem że coś, że coś mnie łaskocze. To były glony. Popatrzyłem się wszędzie. Bella krzyknęła.
- Za różowy!
Skoczyła do wody. Bardzo mnie ochlapała.
- Hahna...
- Co?
Podpłynęła do mnie i zdjęła mi glony z włosów i z okolic twarzy.
- Dzięki. Podziękowałem jej podając jej szczery uśmiech.
Bella? Robi się romans xd

Od Diego CD DiCiN

Dayton złapał tego faceta w szpony i uniósł się e górę. Ja z DiCiN usadowiliśmy się na Ice. Dziewczyna siedziała z przodu, ale ja prowadziłem. Nagle odwróciła się do mnie i uśmiechnęła się. Odwzajemniłem uśmiech, ponieważ był bardzo piękny. Nagle Ice zmieniła kierunek. Skierowała się w dół i wylądowaliśmy na plaży. Zachód słońca. Zeszliśmy z niej, a ta odleciała. Wołania na nic, ta w najlepsze latała wśród chmur.
DiCiN Usiadła, a ja obok niej.
- Wiesz co? - odezwała się niespodziewanie.
- Co?
- Lubię cię. Bardzo cie lubię.
Znalazłem w sobie odwagę i spojrzałem na nią. W te piękne zielone tęczówki.
- Wiesz, muszę ci coś powiew.
Spojrzała na mnie z wyczeoiwanirm.
- Od pewnego czasu... Czuje do ciebie coś więcej, niż przyjaźń. Tak więc... Czy zostalibyśmy razem?

DiCiN? :3

czwartek, 30 lipca 2015

Od Belli CD Huntera

- Jasne tylko niczego nie dotykaj!
Chłopak wszedł. Tylko zamknęłam drzwi i od razu leżał plackiem na kanapie.
- Ehh...
- Oj sorry. - Złapał się za głowę i wstał. Poszłam do kuchni Hunter mi się przyglądał. Znowu zaczyna pomyślałam.
- To może ja pójdę po Mary?
- Tak jasne.
Słyszałam że Lost przyleciał. Chyba polubił Huntera myślałam. Weszłam do mojej sypialni. Była cała w piórach. Byłam bardzo zła. Wzięłam Mary na ręce. Widziałam jak Lost bawił się z Hunterem.
- Masz rękę do zwierząt.- Powiedziałam miło.
- Można tak powiedzieć.
Byłam rozczarowana poszłam do kuchni po dużą torbę na śmieci. Hunter podszedł i zapytał.
- Mary rozwaliła ci pokój?
Kiwnęłam głową na tak. Nie sądziłam że Hunter może być miły, ale i tak niezbyt go lubiłam. Nie po tym jak... może później opowiem. Poszłam to toalety po zmiotkę. Hunter wziął Mary i Lost' a na dwór. Kazał opiekować się Mary. Ja byłam już na górze. Postanowiłam zrobić małą bójkę na poduchy. Wzięłam dużo pierzu i włożyłam do poduszki.
- Już jestem. - I bach walnęłam go z całej siły nie był zadowolony. Wskoczył na łóżko i wziął poduszkę i zaczął we mnie rzucać. Było bardzo fajnie nigdy się tak nie czułam. Taka radosna po prostu uśmiech mi nie schodził z twarzy. Ale nie miałam już nic do "walki" postanowiłam że wejdę do szafy. Może by mnie nie widział? Cały pokój był wypełniony pierzyną.
Weszłam do szafy.
Odetchnęłam z ulgą. Ciężko oddychała. Usłyszałam że ktoś wszedł mi pod łóżko. Szybko wyszłam i krzyknęłam.
- Nieee!
Hunter wyjął gitarę. Wyjął ją i zaczął grać, naprawdę super grał. Był zaskoczony tym że gram.
- Masz świetną gitarę.
- Oddawaj!
- Czemu? Zaczął grać i uciekać. Wyjęłam mój sznurek. Zrobiłam okrąg jakby lasso. Zaczęłam biec za Hunterem. Rzuciłam liną i złapałam Gitarę. I uciekłam do pokoju. Zamknęłam się i zaczęłam śpiewać moją ulubioną piosenkę.
- Mogę tańczyć, mogę być lalką jak baletnicą
By być twoim numer jeden
Mogę zaśpiewać, mogę tańczyć o ile zrozumiesz mnie.
Mogę pocałować w ciche dni.
Ale jestem tylko człowiekiem.
Jestem tylko człowiekiem
Który duszę ma straszną on ma
Mogę zrobić wszystko tylko żeby być jedynką
Nie zrozum mnie źle ale ja  kocham cię...
Jestem tylko człowiekieeem
Tylko ranisz moje serce pamiętaj myśl o mnie.
O mnie...
Chowałam gitarę w specjalne etui. Schowałam pod łóżkiem. Zobaczyłam czy nie ma nikogo za drzwiami. Otworzyłam je i co widzę. Hunter słyszał jak śpiewałam.
- Wynoś się z mojego domu!
- Bella?
- Czego?
- Pięknie śpiewasz, naprawdę.
Zarumieniłam się naprawdę. Nikt w życiu mi nie powiedział że pięknie śpiewam.
- To jak mogę wejść?
- Wejdź. Powiedziałam smutna.
Hunter mnie przytulił. Lekko się uśmiechnęłam, chyba poczułam coś. Ale co? Nie!
- Hunter to tylko przyjaźń nic więcej. Wytłumaczyłam smutna nie chciałam go zranić więc dałam mu małego buziaka w policzek był krótki ale miły. Uśmiechnęłam się do Huntera.
- Więc przyjaźń. Odpowiedział.
- Tak.
Odprowadziłam go do drzwi. I podeszłam i powiedziałam mu na ucho.
- A może więcej...
Hunter akcja się rozkręca xd

Od DiCiN cz.1. Dziwne zjawiska

Szłam przez las śpiewając sobie piosenkę.

Gdy księżyca blask oświetli ci drogę,
ja ci przejść ją pomogę,
Gdy piorun trzaśnie i zacznie lać,
nie pozwolę ci się bać,
Gdy księżyca blask oświetli ci drogę,
ja ci przejść ją pomogę,
Gdy upadniesz na sam dół,
pomogę ci nie odczuwając ból.
Zaufaj mi, chodź ze mną, rusz w przygodę świata,
Zaufaj mi, chodź ze mną, będziemy razem latać.
Chodź wiele przeszkód stoi nam na przeszkodzie,
To i tak przejdziemy po starej kłodzie,
Przejdziemy przez liny,
Pokonamy gadziny,
Nie zatrzymamy wcale się,
Teraz już to wiem.
Gdy księżyca blask oświetli ci drogę,
ja ci przejść ją pomogę,
Gdy piorun trzaśnie i zacznie lać,
nie pozwolę ci się bać,
Gdy księżyca blask oświetli ci drogę,
ja ci przejść ją pomogę,
Gdy upadniesz na sam dół,
pomogę ci nie odczuwając ból.
Pomooogeee ciiii....
Pomooogeee ciiii....
Pomooogeee ciiii....
Bez wątpienia pomogę ci!

Nagle usłyszałam jakby pisk i trzask. Szybko pobiegłam w tamtą stronę. Gdy wybiegłam z krzaków, ujrzałam królika w klatce. Ale....kto mógłby zrobić coś takiego. Szybko podbiegłam do królika i uwolniłam go...był ranny. W ogóle co tu robi królik?
-Jedna pułapka dwie zdobycze-usłyszałam głos jakiegoś chłopaka.
Odwróciłam się, było ich parę, każdy był ubrany jak "łowca" i mieli czarne paski (jak maski) idące od tyłu głowy, przechodzące przez uszy, policzki i nos, kończąc się na tyle.
-Czego chcesz!-powiedziałam.
Nagle ktoś złapał mnie od tyłu.
-Wiesz mój ojciec chętnie cię pozna, zabierzcie ją-rozkazał jeden chłopak.
Nagle coś wybiegło z lasu, po chwili ujrzałam, że to...czarny lew...



-Aaaaa!-krzyknął ten co mnie trzymał, zresztą nie tylko on, wszyscy uciekli oprócz...mnie. Zaczęłam powoli się cofać. Lew zaryczał i uciekł.
Szybko zaczęłam biec z królikiem.
-Łapać ją!-usłyszałam głos za sobą.
No fajnie, znowu oni. Nagle zauważyłam pegaza, szybko pobiegłam w jego stronę, zaczął uciekać. Wyciągnęłam z poręcznej torby dwie mikstury. Szybkości i siły. Wypiłam je. Dogoniłam istotę i skoczyłam na nią powalając. Po chwili się uspokoiła. Szybko wsiadłam na pegaza.
-Tam jest!-ktoś krzyknął.
-Leć-szepnęłam.
Pegaz wzbił się w powietrze, a ja odetchnęłam z ulgą.
To było dziwne. Wróciłam do domu, pegaza wypuściłam. Weszłam do środka i zapaliłam światła. Było już ciemno. Królik był ranny. Mogłam mu dać maść, ale pożyczyłam Hunterowi. Zabandażowałam łapkę królika i położyłam go obok siebie na łóżku.
***
Obudził mnie króliczek ocierając swój nosek o mój. Otworzyłam oczy i go pogłaskałam. Dałam mu jedzenie i weszłam do łazienki aby zrobić z sobą porządek. Wyszłam czysta, ubrana, uczesana. Wzięłam zwierzę które skończyło posiłek na ręce i zeszłam do kuchni. Zrobiłam sobie kanapki z sałatą, pomidorem i ogórkiem. Oczywiście dając trochę królikowi. Spojrzałam na niego...był nadzwyczajny. W całym swoim życiu nie widziałam takiego królika, nie był on normalnym królikiem jak inne.

Wzięłam go na ręce i wyszłam z domu. Nie wiedziałam do kogo się udać, poszłam do tego najbliżej czyli Aldora, potem Yennefer i paru innych osób, ale jednak nikt też nigdy takiego króliczka nie widział. Wracałam do domu i spojrzałam w stronę lasu, tego samego w którym mnie napadnięto. Nie chciałam brać Daytona, więc zawołałam pegaza. Nazwałam ją Yella, wsiadłam na nią i wzbiłam się w powietrze. To było cudowne. Wylądowałam niedaleko miejsca w którym mnie napadnięto. Wymyśliłam sprytny plan aby złapać jednego z złoczyńców. Włożyłam królika do pułapki, zrobiłam co trzeba było i się schowałam. Po chwili przyszedł jeden z uśmiechem. Wyszłam z ukrycie.
-A ciebie nie uczono, aby samej do lasu nie chodzić-powiedział chłopak z uśmiechem, wtedy złapałam linę i pociągnęłam ją, zaplątując i zawiązując na drzewie. Chłopak stał w kółku z liny więc gdy to zrobiłam, zawisł na jednej nodze do góry nogami.
-Aaaa! Zostaw, wypuść!-krzyczał.
-Ok-odparłam i już miałam przeciąć linę.
-Nie!-wydarł się.
-No to tak czy nie?-zapytałam zniecierpliwiona.
-Czego chcesz?

CDN

Od DiCiN CD Diego

Facet wyjrzał przez okno i otworzył drzwi.
-Co się drzesz! Czego chcesz?-zaczął krzyczeć.
-Mój smok-mówiłam spanikowana i pokazałam Ice-coś się jej stało, zasnęła!
Widać było, że mężczyzna był zadowolony.
-O boże! Zajmę się nim, niech pani pójdzie może po jakieś jedzenie, bo mam mało, a ja się nim zajmę-mówił słodko.
-Dobrze, zaraz wracam-odparłam szybko i pobiegłam do krzaków w których się schowałam.
-Nie śpiesz się!-usłyszałam na pożegnanie.
Facet wszedł do domu i po chwili wyszedł z nożem.
-Dayton my odwrócimy jego uwagę a ty zaatakujesz od tyłu, śpieszmy się-powiedziałam. Ominęliśmy łukiem domek i podeszliśmy z drugiej strony.
-Od czego by tu zacząć-mówił facet z uśmiechem.
-Od niczego-powiedziałam wychodząc.
-Jednak wróciłaś i kogoś przyprowadziłaś-uśmiechnął się i nagle zaczął zamieniać w wilkołaka.
Wtedy wkroczył mój smok. Przygniótł do ziemi i unieruchomił. Ice wstała.
-A teraz nam powiesz po co chciałeś je uspać-powiedziałam.
-Wiesz skóra z nich ładna i...-mówił, dałam mu z liścia.
Dayton zabierz go do miasta ale żeby ci nie uciekł. Smok zaryczał i odleciał. My wsiedliśmy na Ice i polecieliśmy za nim. Siedziałam przed Diego, jednak on prowadził. Lubiłam go...bardzo. Miałam też do niego pewne zaufanie. Odwróciłam głowę i się uśmiechnęłam, chłopak odwzajemnił uśmiech. Nagle jego towarzyszka zmieniła kierunek, a Diego nie mógł nic z tym zrobić. Ice wylądowała na plaży, zeszliśmy z niej, a ona nagle odleciała.
-Ice!-wołaliśmy jednak nie zawróciła.
Spojrzałam na morze, dopiero teraz zauważyłam, że zachodzi słońce. Usiadłam na piachu i obserwowałam to zjawisko.
-Wiesz co-zwróciłam się do chłopaka który usiadł obok.
-Co?-zapytał.
-Lubię cię, bardzo cię lubię-powiedziałam i spojrzałam na niego.
-Wiesz muszę ci coś powiedzieć-zwrócił twarz w moją stronę, teraz nasze oczy patrzyły w te drugie jakby chciały odczyta co kryje się za nimi.

Diego? Romantycznie :3

Nowa członkini!

Powitajmy White!

White
Imię i nazwisko: White Merigold
*Przezwisko: Biała
Płeć: Kobieta
Wiek: 20
Rasa: Anioł
Mieszkanie: Wczesna nr 1
Praca: Zielarka zarabia 5.000
Pieniądze: 10.000
Punkty:
  • Siła: 6
  • Szybkość: 11
  • Walka Bronią Białą: 12
  • Walka Bronią Strzelecką: 3
  • Wytrzymałość: 11

*Rodzina: mama Karina ojciec Aragorn 
*Zauroczenie: Aldor, Diego
Głos:
Charakter: White to dziewczyna o miłym usposobieniu. Jednak przez śmierć rodziny zachowuje dystans i skrywa swoją prawdziwą twarz. Na pozór jest oschła, zabójcza i bezlitosna. Troszczy się tylko o siebie i nie potrafi darzyć innego człowieka jakimikolwiek uczuciami prócz nienawiścią. Jednak w głębi duszy mimo wszystko. Biała jest miła i opiekuńcza. Bardzo uparta, zawsze stawia na swoim. Jeśli ją bliżej poznasz może dostrzeżesz w niej oddaną przyjaciółkę, która odda za ciebie swoje własne życie. Jednak nie traktuj ją jako bezsilną istotę bo umie pokazać pazura i udowodnić, że arena to jej raj, w którym czuje się jak w domu. Biała uwielbia przygody, jest optymistyczna i pełna nadziei porównywalnych do promyków słońca - dosięgną każdego i przyniosą ciepło w sercu. Nieugięta i wyjątkowo wytrzymała. Zna doskonale wszelkie gatunki zwierząt i roślin. Nie boi się rozlewu krwi chociaż i tak nie chce zabijać bez powodu, w końcu nikt nie będzie nią manipulował.
Aparycja: White farbowała włosy na rudo ale naprawdę jest brunetką. Jest szczupła ale bardzo niska ma tylko 158 cm wzrostu. Lubi chodzić w sukienkach.
Historia: A więc wrzystko się zaczęło dawno temu kiedy była człowiekim. Była bardzo ważna więc Aniołowie dali jej skrzydła koniec.
Zainteresowania: Moda
Sterujący: Ruda Dziewczyna

wtorek, 28 lipca 2015

Od Huntera CD Belli

Widziałem jakąś dziewczynę z flarą. Biegła z flarą mówiąc "Chcę być wolna". Kiedy dziewczyna biegła w moją stronę za nużyłem się. Widziałem tylko rozmazany obraz byłem w wodzie. Po chwili odeszła. Wyszłem z wody biorąc wielki oddech. Zauważyłem dziewczynę siedzącą na konarze drzewa.
- No no no kto mnie tu śledził? Powiedziała kpiąco.
- Nikt cię nie śledzi Bella.
- Hunter co ty tu robisz, o 5.00?
- Nie mogłem spać, a ty co tu robisz? Zapytałem.
- Nudziło mnie życie. Burknęła podając mi ręcznik.
- Skoro cię nudziło, to po co tu przyszłaś?
- Chciałam pomyśleć, a co ty robisz w jeziorze?
- Chciałem ochłonąć, wiesz po czym?
- Tak wiem.
Wyszedłem z wody kiedy Bella podała mi ręcznik patrzyła z rumieńcami na twarzy. Uśmiechnąłem się do niej. Dziewczyna odeszła poszła nad górkę. Szybko założyłem ubranie i poszedłem za nią.
- A pani gdzie?
- Nigdzie dzisiaj będę spała tu. Powiedziała zmęczona.
- Aha to ja już pójdę.
Popatrzyłem się na nią przez chwilę jedynie kiedy śpi jest słodka jak anioł. Po chwili powiedziała.
- Jeśli chcesz możesz zostać.
Usiadłem koło niej wyglądała jak dziki kot jej oczy były takie zielone. Po kilku minutach zasnęła.
Ja patrzyłem w gwiazdy. Oparłem się o głaz był zimny i to bardzo. Bella spała przy konarze. Było chyba dla niej zimno. Skoro się trzęsła. Pomyślałem. Zdjąłem koszulę i przykryłem Belle. Widziałem lekki grymas i uśmiech na jej twarzy. Po chwili zobaczyłem Lost' a. Podleciał do nas na jego grzbiecie leżała Mary. Powiedział że spała na skodach. Wziąłem moją sunie na kolana, Lost okrył Belle swoimi skrzydłami. Potem próbował zabrać moją koszulę. Ale Bella mocno trzymała.
*** 3h później
Szybko wsałem popatrzyłem się w lewo. Belli nie było również Mary. Szybko wstałem i chciałem zobaczyć gdzie moja koszula. Miałem ją na sobie. Popatrzyłem i znalazłem kamień z lekkim napisem.
- Jesteśmy u mnie w domu, wzięliśmy Mary ze sobą. Spokojnie jeszcze śpi.
Przemieniłem się w wilka i pobiegłem do domu Belli. Zapukałem.
- Bella gdzie Mary?
- Śpi.
- Mogę wejść?
Bella tak czy nie?

Ważne!

Uwaga!

  1. Laura-ma napisać pierwsze opowiadanie do końca 29.07 inaczej zostaniesz wyrzucona!
  2. Nasari-ma albo napisać nowe opowiadanie albo dokończyć opowiadanie Belli ( opo. możesz znaleźć w etykiecie pod jej imieniem) do końca 30.07 inaczej zostaniesz wyrzucona!
  3. Daniel-ma napisać opowiadanie do końca 30.07 inaczej zostaniesz wyrzucony!
  4. Bella-ma napisać opowiadanie do Tissaii, jeśli nie chcesz powiadom o tym Tissaie i mnie.
  5. Tissaia-jeśli Bella napiszę ci wiadomość, że nie chce odpisywać na twoje opo. masz napisać nowe w tym samym dniu kiedy zobaczyłaś wiadomość inaczej zostaniesz wyrzucona!
Jeśli łatwo chcecie znaleźć opowiadania poszukajcie w etykietach!

~DiCiN

Od Yennefer CD Aldora

Wróciłam do domu i zaczęłam przygotowywać posiłek. Ja i Itachi byliśmy głodni.
I, co prawda, cieszyłam się, że Aldor żyje. Że jest wśród nas. Bo w końcu te dwa lata przepłakałam, tęskniąc za nim.
Zawsze uważałam go za przyjaciela, ale teraz...
Odpędziłam od siebie te myśli. Zaczęłam rozmrażać mięso dla gryfa.
Zajrzałam do lodówki. Zdecydowałam się na owsiankę.
Kiedy robiłam jedzenie dla siebie, mięso się odmroziło. Rzuciłam je Itachi'emu. Gryf jakoś mieścił się w mieszkaniu.
Po zjedzeniu udałam się na spacer do najbliższego lasu. Było tak cicho. I tak pięknie.
Tą błogą ciszę przerwał łopot skrzydeł. A przecież Itachi był ze mną.
Spojrzałam w górę. To tylko Kieł.
- Myślałaś, że się mnie pozbędziesz? - Aldor udał urażonego.
- Wiesz, ja rzadko myślę - wyszczerzyłam białe ząbki

Aldor?

Od Belli CD Huntera

Odwróciłam się od niego tyłem. Zaczęłam płakać, myślałam o tych biednych dzieciach. Poczułam jak łza leci mi przez policzek i upada na ziemie. Hunter patrzył na mnie jak na biedne stworzenie może wilk-kojot pomyślałam. Wytarłam łzy i podeszłam do niego.
- Czemu nic nie zrobiłeś, wiesz jaki to jest ból dostawać biczem po plecach. Po całym ciele?!
- Bella ja...
- Nic ty nie robiłeś tylko patrzyłeś na mnie jak on mnie biczował a te dzieci płakały!
- Ale...
- Jakie masz argumenty? Powiedziałam z łzą w oku.
- Nie mogłem ci pomóc, ja byłem innej grupy czystej krwi a ty dopiero co się przemieniłaś!
Walnęłam go w twarz z Plaskacza. Jak on mógł coś takiego powiedzieć? Dobrze był w innej grupie ale reguły w Teen Wolf były jasne każdy pomaga swojej i innej krwi. Chłopak patrzył się na mnie i powiedział.
- Jeśli chcesz mogę spróbować uleczyć twoje rany?
- Te na placach eh to blizny nie da się ich zniszczyć.
- Ale może można kupić maść leczniczą, słyszałem że jest gdzieś?
- Jest w mieście. Burknęłam
Chłopak zobaczył czy ma pieniądze, miał dużo przy duszy. Więc poszliśmy na targ, Hunter kupił sporo tej maści.
- Trzymaj! Dał mi maść i poszedł.
- Ej no zaczekaj! Złapałam go za rękę popatrzył się na mnie a ja na niego. Zarumieniłam się on chyba też.
- Co chcesz?
- Masz. Dałam mu pieniądze, on ich nie przyjął ale podszedł do mnie i powiedział do ucha.
- A mieszkanie masz jakieś?
Kiwnęłam głową na tak.
- Musimy iść do DiCiN "przywódczyni"
- Jasne to idziemy.
I musieliśmy długo iść nie daleko była.
DiCiN?

poniedziałek, 27 lipca 2015

Od Huntera

Szukałem ciągle domu, albo chociaż jaskini. Kiedy biegłem a szybko biegam, zauważyłem brunetkę. Nie mogłem zahamować więc krzyknąłem.
- Uwaga!
Dziewczyna osłupiała jak słup soli. Wywróciliśmy się ja upadłem a ona na mnie. Dziewczyna popatrzyła się krwistym spojrzeniem ale jednocześnie słodkim uśmiechem.
- Wstawaj! Powiedziała wyraźnie zła. Wstałem i odszedłem dziewczyna burknęła pod nosem jak by chciała mnie zaczepić. Podszedłem do niej i zapytałem.
- Tak?
- Jeśli szukasz mieszkania na nockę, to chodź ze mną?!
Byłem zaskoczony, skąd ona to wie, więc zapytałem.
- Skąd to wiesz i po drugie wiesz gdzie jest takie miasto?
- Mam swoje sposoby i po drugie tak nie daleko jest miasto.
Zastanowiłem się przez chwilę czy z nią pójść, nie wydawała mi się żeby kłamała więc kiwnąłem głową na tak.
- Ale zaczekaj, powiedz kim jesteś?
- Po co ci wiedza o mnie?
- Może powiedz jakiej jesteś rasy?
Dziewczyna powiedziała cicho.
- Wilkołak, a ty?
- Nie ważne.
- Nie ważne!? Dziewczyna podeszła i zadała to samo pytanie była ona inna niż wszystkie dzika i odważna. Więc żeby się uśmiechnęła powiedziałem żart.
- Chłopaków z okularami się nie bije. I zadziałało dziewczyna się uśmiechnęła się.
- Mieszaniec.
- Czego?
- Demona i wilkołaka. Mruknąłem i podszedłem do drzewa, usiadłem popatrzyłem w chmury. Dziewczyna podeszła do mnie i zapytała.
- Teen Wolf?
Byłem zszokowany jej wiedzą, nie wiedziałem skąd ona o mnie wie. Podszedłem do niej i chwyciłem jej ramiona. Jej twarz wydawała mi się znajoma. Jakbym gdzieś ją widział. W końcu sobie przypomniałem. Ona była jedną z wojowniczek wolferens. Grupy wilczej krwi.
- Bella?
Dziewczyna podeszła i odezwała się.
- Wolveren.
Teraz wiedziałem obroniła osierocone dzieci przed Luisem. Miała całe plecy w krwi.
Teraz się zmieniła. Pomyślałem.
Nagle...

Bella?

Od Diego CD DiCiN

- Ktoś, kto przypadkowo natknął się na głodnego smoka i zapewne przypadkiem wylał mu się silny eliksir nasenny, który może unieruchomić głodną bestię. Ice, jakieś szczegóły?
- No... Wysoki, opalony... Z mieczem na plecach... Czarne włosy... Niebieskie oczy... Podarte ubranie.
- A mówił coś? Jaki miał wyraz twarzy.
- "Dobre Smoczki. Grzeczne bestię. Macie jelenia. Słodkich snów". I miał złośliwy wyraz.
Powtórzyłem słowa Ice DiCiN. Rudowłosa zamyśliła się.
- Znasz takiego?
- Kojarzę. Chodźcie za mną.
Smoki i ja ruszyliśmy za dziewczyną w głąb lasu. Musieliśmy przedzierać się przez chaszcze i ciernie. I to wszystko po to, by dotrzeć do drewnianego domku. W oknie siedział ten facet, którego opisywała Ice.
- Co robimy? - spytałem.
- Ty i Dayton się ukryjcie. Ice niech położy się tak, jakby spała. Tylko się nie wychylajcie.
Gdy zrobiliśmy to, co kazała, DiCiN Podeszła do domku i zapukała.
- Mój smok... Nie wiem, co mu.jest! Niech mi pan pomoże!

DiCiN?

Nowy członek!

Powitajmy Huntera!

Imię i Nazwisko: Hunter Blood
Płeć: Mężczyzna
Rasa: Mieszaniec demona i wilkołaka
Mieszkanie: Ul. Madagaskar nr 4
Praca: Wojownik pracuję w lesie zarabia 6.000
Punkty:
  • Siła: 11
  • Szybkość: 11
  • Walka Bronią Strzelecką: 9
  • Walka Bronią Białą: 1
  • Wytrzymałość: 11

*Rodzina: ma jedynie starszego brata Josha
Zauroczenie: Bella, Bella i jeszcze raz Bella!
Głos:
Charakter: Huntera bardzo trudno opisać jego charakter, raz jest miły i romantyczny a potem chamski i arogancki. Można powiedzieć o nim że jest pół aniołem i pół diabłem. Jeśli zdobędziesz jego zaufanie, będzie miły i zabawny oraz czasem marudny, ale jeśli nie to będzie zły, chamski, wulgarny, arogancki. Ale jeśli się w tobie zakocha.... Będzie uparcie miły i szczery do bólu. Można powiedzieć że ma branie. Lubi być złośliwi, ale nie zawsze. Lubi być czasem brutalny! Ale jeśli zdobędzie drugą połówkę, zmieni się.
Hunter jest inteligętny kiedyś był "szalonym naukowcem (komputerowym)" Ale się buntował i obiecał że nie będzie hakerem!. Jest uroczym chłopakiem czego czasem nie pokazuję, lubi czasem z kim poflirtować co nawet dobrze mu idzie. Kocha zwierzęta a najbardziej jego sunie Mary
Aparycja: Hunter jest szatynem jest wysoki, jest dobrze zbudowany, ma jasną cerę. Lubi nosić koszulki i jeansy.
Historia: Kiedyś był członkiem wielkiej grupy "Teen Wolf" tak był kiedyś czystej krwi. Ale przez wojnę z demonami jest mieszańcem. Wyrzucili go na zbity pysk. Biegł ponad 2 lata i znalazł to miejsce.
Zainteresowania: Gra na gitarze, polowania na wampiry, kocha zwierzęta
Dodatkowe: Nienawidzi wampirów, kiedy musi nosi okulary
Zwierzę: Mary
Pies Lodu
Inne Zdjęcia:
Jako Demon



Sterujący: Mirabel K.

sobota, 25 lipca 2015

Od DiCiN CD Diego

Gdy tylko to usłyszałam uspokoiłam się i już po chwili byłam w swoim domu. Zaczęłam przewracać go do góry nogami aż znalazłam. Eliksir cofający inne eliksiry lub zaklęcia. Szybko teleportowałam się z powrotem do lasu. Diego myślał co zrobić, a Ice zmartwione czekała na mój powrót. Podeszłam do mojego smoka i wlałam mu eliksir do buzi. Po chwili zaczął otwierać oczy. Przytuliłam się do niego. Zaryczał cicho potem jeszcze parę razy ale coraz głośniej, w końcu siadł.
-Borze nic ci nie jest, martwiłam się-powiedziałam, tuląc się do niego.
Smok szturchnął mnie pyszczkiem i polizał w policzek. Zaśmiałam się cicho. Jeszcze chwilę przytulałam go po czym zwróciłam się do Diego.
-Bardzo ci dziękuje, ale...kto mógł to zrobić?

Diego? Znajdziemy sprawce?

Od Diego CD DiCiN

- Co się stało? - spytałem Ice. Mentalnie oczywiście.
- Nie wiem. Nagle zaczął spadać - odpowiedziała Ice.
- A zanim spadł, coś słyszałaś?
- Problem w tym, że nie.
DiCiN nadal Płakała. Delikatnie ją odsunąłem i podszedłem do nieprzytomnego smoka. Gdy tylko się zbliżyłem, wyczułem silny eliksir nasenny. Tylko jedno mnie zastanawiało. Po co ktoś miałby napoić smoka takim właśnie eliksirem?
- Co jedliście?
- No... Ja nic. Ale Dayton tak. Zrobił się głodny i wylądowaliśmy. Wtedy jakiś człowiek widząc nas, oddał nam upolowanego jelenia. Chciałam ostrzec Daytona, żeby nie jadł, bo dziwnie pachnie. Ale on już to zjadł.
- Ona coś wie? - spytała roztrzęsiona DiCiN.
Opowiedziałem, co usłyszałem.

DiCiN?

Uwaga!!!

Popisałam trochę z Bellą i ogłaszam, że Bella zostanie.
Jestem jej bardzo wdzięczna!
Ogłaszam również że zostaje ona administratorem.
Dziękuje!

~DiCiN

piątek, 24 lipca 2015

Od Aldora CD Yennefer

Zniżyłem się do miejsca lądowania Yenn.
- Wstawaj - zaśmiałem się, widząc ją rozpłaszczoną na trawie.
- Nie chcę mi się - burknęła. Ale jednak się podniosła i Wsiadła na Itachi'ego.
Dołączyliśmy do DiCiN. Resztę drogi milczeliśmy. Dopiero na miejscu Yenn burknęła coś do rudej i pociągnęła mnie za rękę. Wyjaśniła, że mam kupić sobie dom.
Wybrałem ten najbliżej jej.
Kiedy oglądaliśmy wnętrze, ta od razu walnęła mnie w głowę.
- Au! Za co? - spytałem oburzony
- Za to, że zginąłeś! - odparła zła.
- Ej, ja też myślałem, że zginąłem.
- Ale mogłeś się odezwać - burknęła.
- Oj, oj.
- Ja jestem w domu obok - powiedziała i sobie poszła.

Yennefer?

Od DiCiN CD Diego

Nagle przyleciała Ice. Spojrzałam na Diego, wydawał się zmartwiony i zagubiony.
-Coś się stało?-zapytałam.
-Eee...chodź ze mną-odparł zmieszany Diego siadając na smoka.
-Ale co się stało?-dopytywałam się.
-Zobaczysz.
Wsiadłam na Ice i wzbiliśmy się w powietrze. Niedługo po tym wylądowaliśmy w lesie, a towarzyszka Diego zaczęła nas prowadzić. Po chwili ujrzałam...Daytona, leżał i...i się nie ruszał. Szybko podbiegłam do niego.
-Dayton, Dayton-zaczęłam go szturchać.
Nie mogłam w to uwierzyć, łzy same leciały mi z oczu. Wstałam, a do mnie podszedł Diego.
-DiCiN-szepnął.
Obróciłam się i wtuliłam w niego ciągle płacząc.

Diego?

Od Diego CD DiCiN

Dziewczyna podniosła się ze mnie, lekko zarumieniona. Usłyszałem szybkie kroki i coś rzuciło mi się na szyję.
- Dieguś! - krzyknął. - Nic ci nie jest?
- Mi nic - uśmiechnąłem się szeroko.
- Dziękuję.
- Za co? - spytałem, udając zdziwienie.
- Że zobaczyłem również mantikorę.
- Mantikorę? - byłem zaniepokojony. - Gdzie?
- O! Tam! - pokazał palcem coś za nami.
Odwróciłem się. Młody nie kłamał. Faktycznie, była tam mantikora. Na szczęście nas jeszcze nie zauważyła.
- Chodź, mały. Migar się pewnie stęsknił. - wziąłem Thirena na ręce i ruszyliśmy w stronę powrotną. Nie spotkaliśmy już żadnego zwierzaka.
W ogródku Jasmine bawiła się z cieniostworkiem i chimerką. Widać było, że już się ich nie bała.
- I co, siostrzyczko? - spytałem rozbawionym głosem. - Już nie uważasz ich za groźne i cwane bestie?
- A spadaj - mruknęła, drapiąc Migara po brzuchu.
W tym samym momencie na podwórku wylądowała Ice. Spojrzała na mnie i wysłała mi wiadomość.
Dayton jest nieprzytomny. Potrzebuje pomocy.
Spojrzałem z niepokojem na DiCiN. Bałem się jej reakcji.

DiCiN?

Uwaga!

Bella nie jest już administratorem ze względu za dodanie członka, chodź administratorzy tego nie mogą, a Yennefer/Tissaia jeszcze ją upomniała to i tak nie skasowała. A Jacob musi wysłać MI formularz z opowiadaniem. Jeśli nie wyśle z formularzem opowiadania wpiszę taki punkt do regulaminu.

~DiCiN

czwartek, 23 lipca 2015

Od Belli CD Aldora

- Bella! złapał moją ręki trzymał.
- Czego?
- Chcesz być wampirem czy wilkołakiem?- Patrzył na mnie złym wzrokiem.
- Wilkołakiem, dobrze nie będę się drapać. Powiedziałam cicho.
- To dobrze. Uśmiechną się lekko.
Dotknęłam moją ręką brzucha, ten tonik był nie dobry. Smakował jakby maliny i wymioty nasrały mi na język. To było obrzydliwe.
- Aldor co ten tonik miał w składzie?- Zapytałam trzymając się brzucha.
- Zioła, i dalej to tajemnica!
Tajemnica? Byłam zaskoczona tymi wydarzeniami. Chciałam zobaczyć ranę ale jej nie widziałam. Więc dotknęłam jej czułam coś twardego, chyba się goi. Pomyślałam.
Przemieniłam się w wilka i pobiegłam Aldor wydawał mi się bardzo miłym. W końcu pokazał mi sztuczki i uleczył mnie. Chociaż było to nie przyjemne, ale najbardziej ten tonik. Byłam zaskoczona że ktoś o takim dobrym sercu istnieje. Ale biegłam dalej. I tak bym go nie zdradziła Jacoba. Wspaniałe dzieciństwo miałam. Tylko rodzice eh. Popatrzyłam w górę Lost nad mną czuwał. Nagle poczułam ten sam zapach. Tego szukałam trop innych wilkołaków. Pobiegłam szukając dalszego tropu. Byłam na dziwnym obcym mi terenie. Poczułam się obco. Ale usłyszałam wycie 6 basiorów. Pobiegłam tam gdzie słuch mi kazał. Nagle zobaczyłam Jacoba, Sam'a, Paul'a i Embry'ego. Byłam szczęśliwa mój plan się powiódł. Podszedłem do stada basiorów. Bardzo ostrożnie. Nagle zauważyłam czyjeś łapy. Były czarne. Popatrzyłam się w górę. A tam pysk Sam'a.
- Sam?
- Bella?
- Co ty tu robisz Bella?
- Odpowiem ci tym samym, co wy tu robicie?!
- Szukaliśmy ciebie i Seth'a! Wyjaśnił.
-  Co mu się stało?
- Uciekł w nocy, i teraz go szukamy.
Wszyscy się przemieniliśmy w ludzi, dawniej stado wilkołaków teraz grupa. Byłam szczęśliwa bo moi "najbliżsi" byli ze mną. Popatrzyłam się na dookoła szukałam Jacoba aż nagle ktoś na mnie wskoczył. Upadłam na ziemię. Popatrzyłam kto to. To był Jacob. Byłam szczęśliwa.
Przemieniliśmy się w wilki i pobiegliśmy. Lost powiedział że wyląduję. Chłopaki go nie znali. Lost leciał w kierunku Sam'a. Chwilę potem Sam i Lost zderzyli się.
Wszyscy popatrzyli się na Lost' a. Pobiegł do mnie. Sam był trochę zły. Nie dziwiłam mu się.
- Przepraszam was za Lost' a. - Po czym skuliłam głowę w geście przegranej.
Jacob podszedł do mnie i zapytał.
- To on?
- Tak.
O tuż wyjaśniam Lost' a dostałam od Jacoba na 6 urodzinach. Nie wierzyłam że to pamięta.
Lost pobiegł do Jacoba i polizał. Sam też podszedł do Lost' a i spojrzał na niego. Kiwną głową, to ulga- Pomyślałam.
* Był już wieczór.
Wraz z chłopakami. Biegaliśmy rozmawialiśmy śmialiśmy się. Było genialnie. Podeszłam do chłopaków. I zapytałam.
- To gdzie będziecie spać?
Sam odpowiedział:
- Tutaj!
Byłam zaskoczona. Wymyśliłam plan.
- Hm naprawdę, a ja mieszkam w mieszkaniu w mieście. Wszystko tam mam.
Chłopaki popatrzyli się na mnie Sam chyba był zadowolony.
- Bella co ty znów kombinujesz? Zapytał Sam.
- Ja pff... Ja nic nie kombinuje.
- Skoro nie chcecie to nie. Odpowidziałam wścipsko.
- Dobra!
Uśmiechnęłam się i pobiegliśmy do miasta. To trochę daleko ale spawdze czy nadają się.
Byliśmy na ulicy w której mieszkam. Kazałam im zamknąć oczy. Otworzyłam drzwi, zaprowadziłam ich do sypialni rozłożyłam jeszcze im kanapę żeby dobrze im się spało.
Następnego dnia...

Od Aldora CD Belli

- Czemu mi o tym wcześniej nie powiedziałaś? - spytałem trochę zły. - To był pół wampir, tak?
Dziewczyna przemieniła się w człowieka.
- Tak - powiedziała szeptem.
Westchnąłem ciężko i zawołałem Kła. Zawsze przywiązywałem do niego torbę z lekarstwami. Zacząłem w niej grzebać. Po chwili wyjąłem maść i flakonik z płynem.
- Wypij to - powiedziałem, podając jej płyn. Bella odkorkowała buteleczkę i powąchała zawartość.
- To śmierdzi - burknęła.
- No, malinowego nie było - sarknąłem. - Pij.
- Malin też nie lubię...
- Pij!
Dziewczyna z niechęcią opróżniła flakonik, po czym na jej twarz wystąpił grymas obrzydzenia.
- Fuj!
Zacząłem maścią smarować jej ranę. Wzdrygnęła się, gdy dotknąłem jej szyi.
- Gotowe... Ale nie możesz tego rozdrapywać! - powiedziałem szybko, gdy dziewczyna wykonała ruch ręką, jakby chciała się podrapać.
Bella?

środa, 22 lipca 2015

Od Yennefer CD DiCiN

Spojrzałam w oczy pegaza. Już za chwilę chciał ją zrzucić.
- Trzy. Dwa. Jeden...
Pegaz zrobił gwałtowny zwrot w bok. DiCiN spadała. Ja od niechcenia machnęłam ręką i spowodowałam zmniejszenie prędkości DiCiN. Dayton zdążył ją złapać.
- Jednak nie pobiłaś Koral - uśmiechnęłam się złośliwie. - Jej rekord to równe dziesięć minut.
- Tak - pokiwał głową Aldor.
- A co z tą... Koral?
- Został z niej kadłub bez nóg i rąk. Zginęła w męczarniach.
- Aha - mruknęła.
A mi stanęła Koral. Wysoka, szczupła, z długimi, kręconymi brązowymi włosami i zielonymi oczami. W jej oczach tkwiły wesołe ogniki, na ustach był łobuzierski uśmiech. Tyle kawałów razem zrobiłyśmy... A ona musiała odejść.
- Tiss przeżyła? - spytał Aldor
- Tak, już jest w mieście. - Odparłam
Nagle do głowy przyszedł mi pewien pomysł...
Stanęłam na gryfie, a ten ryknął uradowany.
Po chwili zaczęłam spadać.
To było cudowne uczucie. Od dawna tego nie robiłam. Tak kiedyś się odprężałam.
Kiedyś byłam blisko ziemi, spowolniłam upadek. Delikatnie wylądowałam. A Itachi obok mnie.
I nie chciało mi się wstawać.

DiCiN? Aldor?

Od DiCiN CD Aldora

Teraz to pytanie wydało mi się głupie.
-A zresztą...jak chcecie-westchnęłam i poleciałam wyżej.
Leciałam w chmurach. Nagle zobaczyłam pegaza.
-Dayton dawaj za nim-powiedziałam do smoka.
Towarzysz szybko go dogonił. Powoli stawałam na Daytonie. Wiedziałam, że jeden nieodpowiedni ruch skończy się śmiercią. Gdy byłam w odpowiedniej pozycji skoczyłam na pegaza. Szybko złapałam się jego szyi. Dzięki bogu! Tylko ręce zawinięte na szyi pegaza znajdowały się na nim. Cała reszta "powiewała". Zwierzę zaczęło się szarpać. Wspięłam się na niego i zmusiłam do lecenia niżej.
-Łuchuu!-krzyczałam mając ręce w górze i wylatując z chmur.
Spojrzałam na chłopaka i dziewczynę którzy patrzyli jakby ktoś im powiedział, że zaraz umrą.

Aldor? Yennefer? Wiecie ja miszczu :3

Od Aldora CD Yennefer

Ja z Yenn podpalaliśmy szkielety. A DiCiN i zwierzęta zajęły się piekielnymi ogarami. Po niecałych dziesięciu minutach umarli nie żyli.
- Tylko jeden - powtórzyłem słowa Yennefer.
- Musieli się zmówić - burknęła ja idę spać.
Czarnowłosa piękność podeszła do swojego gryfa. Pogłaskała go po dziobie. Chwilę później położyła się na trawie, a gryf zakrył ją skrzydłem.
Wziąłem przykład z Yennefer i również położyłem się spać.
*
Obudziłem się wczesnym rankiem. Zbudziłem Yenn oraz DiCiN i na swoich towarzyszach wzbiliśmy się w powietrze.
- Wiesz, ja nadal nie wiem, jak masz na imię - odezwała się ruda, gdy tylko byliśmy w powietrzu.
- Aldor - odparłem niechętnie.
- Masz jakieś rodzeństwo?
- Nie. Przeżył tylko mój ojciec.
- A dołączyłby do nas?
Parsknąłem śmiechem. Ten staruszek? Oczywiście, że,dołączy. Na,pewno!

DiCiN?

Od DiCiN CD Diego

-Chodź no tu-powiedziałam do malca, który podszedł nie bojąc się Daytona-po pierwsze jestem DiCiN, nie żadna tam pani, a po drugie-to już mówiłam szeptem-to tajemnica i nie mogę powiedzieć twojemu bratu.
Chłopiec spojrzał na Diego, potem na mnie.
-Ale ja chce aby brat szedł z nami-powiedział cicho.
-Ale nikomu nie może powiedzieć-odparłam.
Chłopiec pobiegł na chwilę i gadał z Diego, który się ciągle patrzył na mnie. Po chwili pokazał palcem na ustach, że nic nie powie i się uśmiechnął. Szliśmy gadając, mały przed nami. Po chwili zawołałam go i poszłam po cichu przodem. Mieliśmy szczęście, hydra. Obserwowaliśmy ją uważnie. Ja i Diego odeszliśmy dość spory kawałek, ale widzieliśmy chłopczyka. Pośmialiśmy się trochę i pogadaliśmy.
-Ej gdzieś poszła!-krzyknął chłopczyk.
Szybko ja i Diego zaczęliśmy się cofać rozglądając dookoła.
-DiCiN!-krzyknął mój kolega.
Usłyszałam syczenie za sobą. Obróciłam się i w tej samej chwili hydra uderzyła mnie tak mocno ogonem w brzuch, że aż odleciałam do tyłu. Prosto na Diego, tak że leżałam na nim. Czułam jakby świat chwiał się w różne strony. Nagle usłyszałam ryk. Po chwili ujrzałam Daytona lądującego przed nami nie daleko i odpędzającego hydrę. W końcu poczułam się lepiej. Spojrzałam na chłopaka i się zarumieniłam.

Diego?

Od Belli CD Aldor

- Wiesz ja chyba polecę na Lost' cie nie jestem przyzwyczajona do smoków.
- Dlaczego hm boisz się?
- Nie pff bzdura.
- Skoro tak to wejdź i poleć!
Nie mogłam wejść na niego. Ale zrobiłam to chciałam żeby myślał że nie boję się smoków. Lost był koło Kła, a ja trzymałam się liny. Nigdy bym nie trzymałam bym się mężczyzny to nie w mojej naturze. Ale było miło Kieł bym miły tylko że Lost cały czas próbował mnie zepchnąć.
- Lost przestać mi zabierać linę!
- To mnie zmuś!
- Lost!
- Co się dzieję? Zapytał Aldor.
- Lost mi zabiera linę. I chyba czas na mnie!
- Jak to czas?
- Idę na ziemię. - Wstałam na nogi policzyłam do 2 i wyskoczyłam na ziemię. Leciałam chyba z 80 metrów nad ziemią. Było super obliczyłam kiedy muszę się przemienić w wilkołaka. Aldor popatrzył się na mnie z uśmiechem. Ja się odwróciłam postanowiłam zaśpiewać ulubioną piosenkę mojej umarłej młodszej siostry Perri.
- Nie zastanawiaj się tylko leć, nie zapomniałeś naszej pierwszej próby lotu? Byliśmy młodzi i szaleni bawiliśmy się. - Nagle zrozumiałam że zaraz wpadnę o ziemię. Przemieniłam się w wilkołaka, u wskoczyłam do wody inaczej mówiąc na plaże. Przemieniłam się w normalną postać. Nigdzie nie widziałam Lost' a i innych nagle zauważyłam bąbelki powietrza a to był Lost. Wyskoczył na mnie a ja krzyknęłam bo nienawidziłam wody:
- Pomocy!!!
Zanurkowałam i zoboczyłam tylko piasek. Usłyszałam ryk Kła. Postanowiłam być dowcipna i udawałam trupa. Lost udawał że jest smutny i w ogóle. Kieł podszedł do mnie i zaryczał. Zaraz przyszedł Aldor. Po chwili poczułam że coś mi leci z rany na szyi, bardzo bolało wstałam i to rozdrapałam pazurami (jako wilk) kiedy to zrobiłam Aldor przyszedł i zobaczył ranę po syrenie.
Aldor?

Od Diego CD DiCiN

- Thiren chciał ci coś pokazać... No, dawaj mały - zwróciłem się do brata, który się za mną krył.
Ten niechętnie się ujawnił i podszedł do rudowłosej.
- Co chciałeś, mały? - spytała miło.
- Żebyś zobaczyła Migara - szepnął nieśmiało.
- Tą chimerę.
- Nie. Cieniostwora.
Zza młodego wychylił się włochaty, szary łebek. Bo Thiren nie był czarodziejem. To syn znajomych rodziców, którzy zginęli. Thiren był zmiennokształtnym, ale o tym nie wiedział. Nie wiedział również, że jest adoptowany. I niech tak pozostanie.
- Ale... Te zwierzęta są niebezpiecznie - odezwała się DiCiN.
- Cieniostwory? Nie. Atakują ludzi. Bo się boją. Prawie wyginęły. Cieniostwory to są takie kotki. Takie ładne. Puszyste.
Parsknąłem śmiechem na widok miny DiCiN. Tak. Ten malec potrafi zaskoczyć. Już w domu mamy chimerę, cieniostwora... Jak będzie tam mantikora, to się wcale nie zdziwię.
- Dieguś? - zwrócił się do mnie.
- Tak?
- Chcę zobaczyć mantikorę!
- Aż tak śpieszno ci na tamten świat?
- No weź!
- Jak osiągniesz 18 lat, dam ci wolną rękę.
- Hmm... A mogę zobaczyć hydrę?
- Zapytaj się DiCiN, gdzie są. Jak odpowie, to się przejdziemy. Ale z daleka będziesz ją obserwował.
- Proszę pani... Gdzie są hydry? - spytał młody z nadzieją w oczach.

DiCiN?

Od Belli CD Yennifer

- Spoko? Myślę że jesteś osobą godną zaufania. Powiedziałam do Yennifer.
I tak wiedziałam że coś ukrywa. Widziałam po oczach że można jej ufać.
Patrzyłam się na zwierzęta były cudowne. Ale naprawdę mi ona kogoś przypominała ta wojna. Moja rodzina... Podeszłam do niej i powiedziałam.
- Bardzo ci dziękuje bez ciebie Lost by już nie żył.- Przytuliłam Yennifer.
- Jasne rozumiem.
Zawołałam Lost'a
- Musimy iść do domu!
Lost szybko do mnie poleciał. Weszłam na niego i polecieliśmy do domu. Dotykałam chmury. Kiedy byliśmy na naszej ulicy lekko polecieliśmy na dół. Byliśmy na klace i zauważyłam jakiegoś chłopaka nie wiem dlaczego ale miałam bardzo miły dzień podeszłam do niego.
- Hey ja jestem Bella, a ty?
- Diego miło mi cię poznać.
Uśmiechnęłam się do chłopaka miłym uśmiechem.
- Chyba jesteś nowy?
- Dwa dni temu doszliśmy tutaj. - Lost podszedł do Diego i powąchał go po rękach i polizał.
- Ma twoje zaufanie. Powiedziałam.
- Jak on się wabi?
- Lost.
Może wejdziesz do środka. Chłopak trochę pomyślał i wszedł.
- Masz ładny dom.
- Najmniejszy, ale jest wiele dobrych rzeczy w małych domach.
- Czyli jakich?
- Nie trzeba dużo sprzątać, jest może i mały ale dzięki kilku radom wygląda na duży. I odstani był bardzo tani.
Chłopak się zaśmiał ja wraz z nim.
- Może jesteś głodny?
- Nie ale dziękuję.
- Nie kłam, ja lepiej słyszę. Zaśmiałam się i poszłam do kuchni.
- Może ci pomóc?
- Sama sobie poradzę!
- Jasne to co powiesz na spagetni?
- To długo będzie trwało?
- Nie jeśli mi pomożesz.
Diego? pierwszy raz jestem miła dla nowych...

Od Aldora CD Belli

- Niech ci będzie- westchnąłem.
W jednej chwili w mojej prawej dłoni wystrzelił płomień. Po chwili zaczął przybierać kształt latającej wywerny. Wystrzeliłem drugi płomień uformował się w wilka ze skrzydłami- Lost'a .
- WoW. Wykrztusiła, gdy ogniste miniaturki zwierząt zniknęły.- Wytłumacz mi jedno.
- Hm?
- Masz żywioł ognia, a twoje oczy są niebieskie. Czemu?
- Yennifer ma fiołkowe, a ma żywioł wody. A tak naprawdę to nie wiem.
- Znasz Yennifer? - spytała zaciekawiona.
- Tak. Wychowywaliśmy się w tej samej wiosce. Znam ją od dziecka.
Zapadła cisza. Nie nienawidzę  ciszy. Ale nie lubię też dużego hałasu. Chcę po prostu, żeby chociaż jedna osoba mówiła. Wtedy czuję się lepiej.
Kieł wylądował obok mnie. Zaczął się do mnie łasić.
- No co? - spytałem, głaszcząc go po pysku. - Ty mały, wredny... Jeszcze nigdy nie wyciąłeś mi takiego numeru. Rykną cicho.
- Masz nas zanieść z powrotem.
Pokręcił głową.
Bella?

Od Belli CD Aldora

Zadałam mu to pytanie, bo nie dałam rady:
- Aldor dlaczego wtedy złapałeś mnie za rękę? Zapytałam.
- Bo...no żebyś została.
Zarumieniłam się trochę, popatrzyłam się w górę Lost gdzieś znikną byłam trochę zaciekawiona gdzie on jest. Ale po chwili pokazał mi się w chmurach. Aldor siedział na łące patrzył się w niebo. Kiedy nie patrzył poszłam do jeziora. Zdjęłam buty oraz skarpetki zamoczyłam stopy. Woda była bardzo zimna, przecież jest lato pomyślałam. Po chwili zauważyłam ogon. Szybko wyjęłam stopy, ale syrena wyskoczyła. Zostawiłam buty tylko zatknęłam uszy i uciekłam. Pobiegłam w stronę Aldora.
- Aldor tu są syreny!
- Jak to, przecież tu nie ma morza!
- To dlaczego ją widziałam?! Powiedziałam mrocznym wzrokiem.
- Dobra pójdę to sprawdzić, ale i tak ci udowodnię że ich tam nie ma!
- Sorry ale i tak ja ją zabije pierwsza.
Szybko założyłam coś na uszy i poszłam z Aldorem. Kiedy byliśmy na miejscu moje buty znikły syrena zostawiła pasek swych łusek. Wzięłam je do ręki. Wiedziałam że syrena patrzy się na mnie z uśmiechem psychopaty miała czerwone oczy. Specjalnie wolno wzięłam te rzeczy, zamknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech. Poturlałam się do wody jedynie co wtedy widziałam to Aldora który próbował mnie złapać. Kiedy byłam w wodzie dopiero zauważyłam że obok tej syreny są kolce bardzo długi kolce. Syrena patrzyła się na mnie i ugryzła mnie w szyję jak wampir. Pomyślałam to jest syreno-wampir. Nie miałam powietrza kopnęłam syrenę i wynurzyłam się popatrzyłam się na Aldora byłam poirytowana, szybko się przemieniłam w wilkołaka. Znużyłam się ale miałam całe nogi w krwi pogryzła mi je owa syrenka. Kiedy byłam w ciele wilkołaka byłam agresywna i wściekła jak demon wzięłam syreno-wampira za szyję trzymałam żeby ją udusić czy coś takiego. Była blada lecz zwiąż żyła. Wypuściłam ją bo musiałam zaczerpnąć oddech. Kiedy byłam powiedziałam do Aldora:
- Mam ją!
Znużyłam się i odcięłam jej głowę byłam szczęśliwa i zaskoczona. Trzymałam ją za włosy, jej ogon był głęboko. Kiedy byłam już na trawie pokazałam głowę dla Aldora był zaskoczony. Nie dziwiłam mu się. Czarne włosy i krwiste oczy. Kiedy byłam już cała na ziemi. Poczułam wielki ból w miejscu ugryzienia. Nic nie mówiłam dla Aldora żeby się nie martwił.
- Nie zimno ci?
- Nie!
Przemieniłam się w wilka i położyłam się na trawie na słońcu. Ale znów zaczęło boleć tym razem nogi. Nie drapałam się miałam silną wolę. Aldor cały czas patrzył się na tą głowę. Ale jej nie trzymał. Kiedy było mi wystarczająco ciepło wyszłam i zapytałam.
- Czemu nie weszłaś? Zapytałam z pretensjami.
- Jestem żywiołakiek mam żywioł ognia.
-  Może mi pokażesz jakieś sztuczki?
Aldor?

Od Aldora CD Belli

- A księżniczka gdzie?
- Nie nazywaj mnie księżniczką - warknęła.
- Ej, no! - wzniosłem ręce w geście obronnym. - Ja tu ci sprawiłem komplement, a ty do mnie warczysz...
- A wcześniej powiedziałeś, że jestem wredna i chamska!
- Czasami...
Wyrwała mi się z uścisku i pobiegła przed siebie. W nieoczekiwanym momencie Kieł wzniósł się w powietrze i złapał Belle.
- Ej! Puść mnie! - krzyczała, ale wywerna nic sobie z tego nie robiła.
- Kieł... - zacząłem, ale wtedy Lost złapał mój kołnierz i poleciał za wywerną.
- To jest atak z premedytacją - mruknąłem, a Bella parsknęła śmiechem. - Oni to zaplanowali, kiedy się poznali.
Zwierzaki puściły nas dopiero na łące. W promieniu kilku kilometrów nie było nikogo ani niczego.
- Co robimy?
Usiadłem na trawie wpatrywałem się w fruwającego nad nami Kła. Lost gdzieś zniknął.
- Radzę poczekać, znudzi im się to.
Bella?

Od Belli CD Daniel

- Kim jesteś. Powiedziałam poważnie.
- Daniel, a ty?
Nic nie mówiłam tylko wstałam i poszłam daleko od niego. Pobiegłam w lewo kiedy popatrzył się w prawo. Poszłam do swojego domu. Poszłam do kuchni.
- Hmm a może kogoś by tu zaprosić?
Podeszłam do lodówki i może zrobię... hmm. Poszłam do telefon i zadzwoniłam do Tissai.
- Dalej odbierz!
- Hallo kto mówi?
- Bella.
- Bella? Dlaczego do mnie dzwonisz?
- Nudno może zrobimy coś może polowanie, pooglądamy TV naprawdę nudzę się jak mops!
- Może pójdziemy na plaże z dziewczynami?
- Nie chodzę na plażę i po drugie nie mam stroju!
- Spoko możemy pójść na zakupy.
Wtedy chciałam zapaść się pod ziemie. Ja od 15 roku życia nie chodziłam na zakupy.
- Okey to wy się przygotujcie się ja pójdę do sklepu. Oczywiście skłamałam nigdy bym nie poszłam na zakupy, i na plażę. Ubrałam się wzięłam pistolet 7 opakować nabojów i jeszcze 2 noże i mały zestaw szurikenów. Wzięłam plecak na te bronię. Poszłam na najdalszy teren do ostatniego lasu. Byłam bardzo daleko byłam trochę zmęczona przecież nie jestem ze stali. Byłam przy granicy. Wyjęłam noże i zrobiłam "ludzi" z drewna strzelałam w nich szurikenami i sztyletami z odległości 12 metrów. Koło mnie było małe jeziorko zauważyłam ogon. Więc wzięłam pistolet i próbowałam ją zastrzelić, syrena była głęboko. Odeszłam aby dalej  ćwiczyć. Kiedy strzelałam z sztyletów i szurkienów cały czas celowałam. Kiedy wzięłam pistolet, no cóż przyznam się nie jestem idealna. Strzelałam chyba z 30 razy tylko jeden raz mi się udało strzelić. Byłam zła na siebie że nie jestem dobra w niczym. Kiedy nie miałam już naboi, i nic z moich rzeczy. Położyłam się na łące odpoczywałam i myślałam o nim nie o Danielu tylko o 6 wilkołakach. Przez całe życie miałam tylko jeden cel w życiu stworzyć sforę wilkołaków. A może Tissaia miała rację że wilkołaki to zagrożona rasa. Już nic nie rozumiałam z tego. Była dobra pogoda słońce świeciło, pszczoły bzyczały czułam zapachy kwiatów ale najbardziej maków. I myślałam tak o życiu całe godziny.
*** 5h później
Nie spałam patrzyłam w gwiazdy:

 
Niebo było prze piękne przypominały mi dziedźiństwo  . Tego jedynego Jacoba. Byliśmy parą eh długo by gadać. Tęsknię za nim, ale on chyba nie. Nie chciałam nadal o tym myśleć. Popatrzyłam na zegarek była godzina 4.52. Wstałam i myślałam o rodzinie. Szybko wyjęłam flarę zapaliłam ją i krzyknęłam :
- Chce być wolna!
Biegłam trzymając flarę. Ale zauważyłam kogoś w wodzie.
Ktoś Chętny?

Od DiCiN CD Diego

Wyszłam z łazienki w lekko za dużych ciuchach. Weszłam do salonu i co ujrzałam...chimerę. Powoli zaczęłam do niej podchodzić. Nie atakowała. Nagle weszła dziewczyna, siostra Diego, wydarła się na cały głos i uciekła.
-Chłopaki na serio?-powiedziałam i ją zmniejszyłam.
Pogłaskałam chimerę i spojrzałam za okno.
-Dayton!-krzyknęłam i wybiegłam na dwór.
Gdy tylko byłam przy smoku przytuliłam go.
-Jejku, nie strasz mnie tak więcej-powiedziałam do smoka i go nie puszczałam.
Ten szturchnął mnie pyskiem i zaryczał cicho.
-Nie gniewam się ale nie rób mi więcej tego.
Zauważyłam jak Diego patrzy na mnie z bratem. Pogłaskałam smoka po pysku i jeszcze raz się przytuliłam.
-Co taki miękki?-zaśmiał się Diego.
-Zamknij mor...się-poprawiłam.
Wsiadłam na Daytona i jeszcze raz przytuliłam. W końcu z niego zeszłam. Podeszłam do Diego.
-Dziękuje-mruknęłam i dałam mu szybkiego oraz krótkiego buziaka w policzek po czym zmierzyłam do domu.
Ja i mój smok właśnie leżeliśmy za domem gdy usłyszałam pukanie do drzwi domu.
-Tu jestem!-krzyknęłam.
To był Diego.

Diego?

Od Yennefer CD Belli

- Nie musisz się bać. To tylko Itachi.
Zmrużyła oczy.
- Itachi? - powtórzyła.
- Tak, przyjaciel.
Spojrzałam w niebo. Z ogromną prędkością coś leciało w moją stronę. Prawie doszłoby do zderzenia, jednak gryf wyhamował w ostatniej chwili i z gracją wylądował.
Skrzydło-wilk zaczął ujadać. Itachi spojrzał na niego, prawdopodobnie coś powiedział, bo parsknął.Wilk wyglądał na zdziwionego. Po chwili jednak razem z Itachi'm wzbili się w powietrze.
- Ile chcesz? - spytała mnie dziewczyna. Spojrzałam na nią zdziwiona.
- Nic.
- Ale... Jak to "nic"?
- Są w życiu rzeczy, których nawet pieniądze nie dadzą.
Spojrzałam na lipę, to na zwierzaki, które ganiały się w chmurach. Cieszyłam się, że widzę. Te kilka dni bez wzroku... To był koszmar. W każdej chwili ktoś mógł mnie... wykorzystać. A Itachi zjeść. Bo on sam przez te dni nie jadł. Czuwał przy mnie. Dopiero wtedy moje zaufanie do niego pogłębiło się.
- Co tak patrzysz na tą lipę? Jest w niej coś magicznego? - dopytywała się dziewczyna.
- Cieszę się jedynie, że ją widzę.
- A ty... brałaś udział w jakieś wojnie?
Spochmurniałam. Aldor? Nie, Aldor nie mógł jej tego powiedzieć.  Sam przechodził przez podobne piekło. Niemalże stracił życie i ojca.
- Nie powinno cię to interesować - odparłam zimno.

Bella?

Od Diego CD DiCiN

- Wyspałaś się? - spytałem, powracając do pisania wiadomości.
- Taaak...
Wstała z łóżka i podeszła do mnie. Chciała mi zajrzeć przez ramię, ale szybko schowałem telefon.
- A teraz idź się umyj - powiedziałem.
- Powiedziałeś, że jak się prześpię,to mogę iść do domu - burknęła obrażona.
- Przejdziesz sobie ulicą. Tak normalnie. Taka brudna. Wyglądająca jak siedem nieszczęść...
DiCiN zaróżowiła się lekko. Nadal była umorusana na twarzy i miała podarte ubrania.
- Jasmine coś ci pożyczy, nie martw się. No, idź.
Dziewczyna wyszła, a ja znów zacząłem pisać wiadomość. Do ojczyma. Żeby nas nie szukał.
- DIEGO!
Z niechęcią zszedłem na dół. Widok mnie rozbawił. Thiren jakimś cudem - podejrzewam, że z pomocą Ice - przemycił do domu... małą chimerę.
- Patrz, co przyniosła mu twoja smoczyca! - fuknęła Jasmine. A Thiren jak gdyby nigdy nic, bawił się z nią.
- To ja za ten dom zapłaciłem. Chimera może sobie tu być.
- Ale...
Szum prysznica przycichł. Przykucnąłem obok Thirena.
- Straszymy Jasmine?
Młody ochoczo pokiwał głową. Wyjąłem różdżkę i wymamrotałem zaklęcie powiększające. Zostawiliśmy chimerę na dole i ukryliśmy się w salonie...

DiCiN?

Od Belli CD DiCiN

- Dobrze pójdę, ale jeden warunek.
- Jaki?
- Nikt nie będzie mnie śledzić!
- Czemu?
- Moja sprawa!
- Lost był nadal nie przytomny.
Bardzo się o niego bałam. Więc poszłam nie chciałam żeby wiedzieli o moim planie. Poszliśmy do miasta, kupiłam dom bardzo mały, nie chciałam wydawać pieniędzy aby ładnie mieszkać. Wtedy dziewczyna podeszła do mnie i zapytała
- Wiesz jeśli chcesz możesz iść do Yennifer?
- Jakiem Yennifer?
- Jest ona uzdrowicielką. Uśmiechnęła się do mnie, ale bez nieodwzajemnienie.
- Uleczy Lost' a?
- Na pewno!
Wyszliśmy z mojego domu i weszliśmy na jej smoka Daytona. Nie wydawał mi się przyjazny, więc trzymałam się liny. Kiedy byliśmy już u Yennifer szybko wzięłam Lost' a i pobiegłam do Yenifer popatrzyłam się czarne włosy, wysoka, fioletowe oczy.
- Witaj pomożesz mi? Zapytałam biorąc oddech.
- Co się stało, i kim jesteś?!
- Nie mów tylko lecz! Powiedziałam trochę nie cierpliwa.
- Dobrze to co się stało?
- Ulecz go to zapłacę ile tylko zechcesz! mówiłam bardzo poważnie.
Yennifer zabrała Lost'a cudem go oddałam go w inne ręce, szczególnie że wydawała mi się że była w jakieś wojnie, ale nie kojarzyłam jakiej.
** 2 h później
Kobieta trzymała go na smyczy byłam bardzo zła na nią. Lost szybko pobiegł w moją stronę i w końcu na mnie wskoczył.
- Bella co się stało?
- Tęskniłam.'
Przytuliłam go i pocałowałam w czoło. Kobieta podeszła do mnie a Lost zaczął szczekać wystawił pozycję do ataku. Nie wiedziałam dla czego. Kazałam dla niego polecieć nad górę i poleciał jak strzała. Kobieta podeszła do mnie i powiedziała.
< Yennifer?>

Od Belli CD Aldora

- Na pewno? Zapytałam się go przyznam się trochę byłam przerażona ale nie aż tak. Podeszłam do smoka a on warkną głośno. Wiedziałam pomyślałam w głowię nie dając po sobie poznać. Ale nie podałam się znowu podeszłam do smoka tym razem nic nie zrobił. Uśmiechnęłam się do smoka i chłopaka. Chłopak odpowiedział:
- Mówiłem że ładnie ci w uśmiechu.
- Dzięki, zaraz co?!
- Wiedziałem że jest w tobie dobro, chociaż małe.
- Żartujesz sobie tak? Powiedziałam poirytowana.
Nastała głucha cisza, chłopak patrzył się na mnie dziwnym wyrazem twarzy. Zapytałam się go bo nudno trochę było.
- Jakieś plany na dziś?
- A co?
- Nudno czasem, najpierw ciekawie a potem nudno.
- Dla mnie jest dobrze, chyba tylko dla ciebie jest źle. Odpowiedział.
-  Co to miało znaczyć? Powiedziałam chamsko.
- To że jesteś wredna i tylko marudzisz. Powiedział tak jakby chciał żebym go goniła. Jak chłopaki z 4 klasy z podstawówki.
- Nie prawda mogę być miała i uśmiechnięta, tylko że mi się nie chce. Wytłumaczyłam chłopakowi. Po czym odeszłam od niego w drugą stronę.
- Ej no zaczekaj.
- Na co?
- A ty masz jakiegoś towarzysza?
- Mam Lost' a. Odpowiedziałam mu z miną nudziary.
- To pokaż go.
Przemieniłam się w wilka i zawyłam z komunikatem - Lost chodź. Lost przyleciał Aldor był zaskoczony skrzydło-wilkiem. Podszedł do niego i pogłaskał, dla Lost'a chyba się podobało ale mi nie. Lost polizał Aldora po twarzy. Odeszłam od nich. Byłam smutna. Po chwili poczułam że ktoś trzyma za rękę.
Aldor?

Od DiCiN CD Diego

Mały wywołał na mojej twarzy pewien uśmiech. Był bardzo fajny. W końcu Diego położył mnie na kanapie. Od razu usiadłam.
-Mogę się napić?-zapytałam.
-Jasne-odpowiedział i poszedł do kuchni.
Po paru minutach przyniósł nie tylko picie ale i jedzenie.
-Chciałam tylko pić-powiedziałam.
-Nie marudź tylko jedz-odparł.
Niedługo potem talerz był pusty. Takie zwykłe kanapki teraz wydały się jak najlepsze danie na świecie.
-Teraz się prześpij-powiedział chłopak.
-Może wrócę do siebie-odpowiedziałam.
-Nie, prześpisz się i będziesz mogła iść spać.
~Uparty jak osioł~pomyślałam.
Ściągnęłam buty i się położyłam. Po chwili już spałam.
Obudziłam się dość późno. Tylko nie leżałam na kanapie, ale w łóżku. W fotelu siedział Diego coś robiąc na telefonie. Ziewnęłam przeciągle (nie specjalnie). Spojrzał na mnie. Usiadłam.

Diego?

Od Diego CD DiCiN

- Uspokój się i spróbuj skontaktować się z Daytonem. - powiedziałem spokojnie.
Dziewczyna wzięła parę głębszych wdechów. Po chwili przestała się trząść. Zamknęła oczy. Po krótkim czasie na jej twarzy ukazał się piękny uśmiech.
- Mówiłem, spokojnie. Zmęczyli się i poszli spać. A teraz chodźmy do domu.
DiCiN podniosła się, ale zaraz upadła. Westchnąłem po kryjomu i wziąłem ją na ręce.
- Puść mnie! - krzyknęła.
- Kiedyś puszczę.
- Puść!
Nie zwracałem uwagi na krzyki. Doszliśmy w końcu do mojego domu, był bliżej.
Otworzyłem drzwi. Jasmine już miała coś powiedzieć, ale posłałem jej mordercze spojrzenie. Zamilkła.
- Dieguś? - rozległ się głos małego. - Czy to będzie moja nowa ciocia?
Nie wytrzymałem i wybuchnąłem śmiechem. Ten mały czasami tak rozbraja.
- No co? - udał obrażonego.
- Nie, nie będzie. A czemu tak pomyślałeś?
- Bo wyglądacie, jak mama i tata ze zdjęcia.
Uśmiechnąłem się szeroko.Już wiem, po kim ten mały ma charakter.

DiCiN? ^^

Od Aldora CD Belli

- Jakie?! - krzyknęła.
- Na początek mała rada. Z uśmiechem byłoby ci ładniej - rzuciła mi mordercze spojrzenie. - A pytanie brzmi następująco: Czemu jesteś taka wredna?
- A co cię to interesuje?
- Interesuje mnie wiele rzeczy - uśmiechnąłem się szeroko.
- Na głupie pytania nie odpowiadam.
- Ale to nie jest głupie pytanie.
W powietrzu rozległ się dobrze mi znany ryk. Kieł. Wylądował na szczęście obok mnie. Pogłaskałem go po pysku.
- Nie mów, że się go boisz? - spytałem ze śmiechem. Bella wyglądała na śmiertelnie przerażoną.
- Jego? Chyba kpisz - nie zabrzmiało to przekonująco.
Kieł zaczął węszyć. Jak wywąchał Belle, warknął cicho. Po wojnie stał się ślepy i kieruje się innymi zmysłami.
- Nie martw się. Nie zaatakuje cię. No fakt, jest trochę przerośnięty i przerażający, ale to baranek.
Bella?

Od DiCiN CD Diego

-Uspokój się-mówił Diego.
-Ty chyba nie rozumiesz! Telepatycznie! Nie rozumiesz, że jeśli nie mogę to znaczy, że nie myśli. A nie myśli kiedy? Kiedy jest nieprzytomny lub nie żyje!-krzyczałam już płacząc.
-Wszystko dobrze znajdziemy ich-powiedział Diego i położył mi ręce na ramieniach, jednak się odsunęłam.
-Wiesz co, dla ciebie-odparłam i odeszłam.
Krzyczał jednak ja się nie zatrzymywałam. Poszłam do lasu i szukałam go. Cały czas oczy miałam w łzach, policzki mokre, a w ustach dalej czułam słony smak. Szukałam go godzinami. Byłam głodna, spragniona i zmęczona, ale nie przestawałam. W końcu zrobiło się ciemno. Był już późny wieczór. Nagle usłyszałam trzask gałęzi. Nie przejmowałam się tym. Już nic mnie nie obchodziło. Mogli mnie nawet zabić, ale aby Daytonowi się nic nie stało.
-DiCiN-to był Diego, podbiegł do mnie-co ci się stało?
Nie dziwiłam się jego reakcji. Zimna, mokra, blada, brudna, z do tego wszystkiego dalej płakałam.

Diego?

Od Diego CD DiCiN

- Nie mów o tym innym. Dobrze? - spytałem. Ta pokiwała głową i poszła.
Ice i Dayton wzbili się w powietrze, chwaląc się swoimi sztuczkami.
- Chodźcie - powiedziałem do rodzeństwa i weszliśmy do domu.
- Będę miał własny pokój? - spytał Thiren. Wyglądał jak miniaturowa wersja mnie. Tylko bez zarostu.
- Oczywiście - uśmiechnąłem się szeroko.
- A ja? - spytała obrażonym głosem Jasmine. Była blondynką, szczupła, wysoka. Miała szare oczy. Ona przypominała matkę, tylko tą naszą prawdziwą.
- Siostrzyczko. Chyba nie myślisz, że będziemy w jednym pokoju?
- Ja się o to modlę!
- Thiren, twój pokój jest na górze, pierwsze drzwi na lewo. Jasmine ma naprzeciwko ciebie, a ja jestem tuż obok. Coś zjesz?
*kilka godzin później*
Ktoś zapukał do mojego domu. Otworzyłem drzwi. Stała tam DiCiN.
- Dayton zniknął - powiedziała.
Skamieniałem. Skoro Dayton to i Ice. Zawsze dawałem je wolną rękę. Robiła co chciała, wracała, kiedy chciała. Mogła zawsze odejść. Nie była ze mną z przymusu.
- Może jeszcze wróci. Uspokój się...
- Nie! Ja spróbowałam się z nim porozumieć telepatycznie! Nie udało się!

DiCiN?

Od Belli CD Nasari

- Hey chciałam tylko coś powiedzieć Kami?
- Czego? Powiedziała zła.
- Bella! Dziewczynka pobiegła do mnie i przytuliła.
- Kamila wiesz nie możemy się bawić, przepraszam ale ja jestem wilkołakiem i twoja siostra nie pozwala bardzo mi przykro z tego powodu.
Kamila przytuliła się do mnie i dała mi prezent:

- To mój naszyjnik proszę.
- Kamila nie mogę.
Szybko odeszłam od ich domu, poszłam do lasu na spacer. Nudziło mi się trochę. Wyjęłam moje sztylety i zaczęłam rzucać je w punkt na drzewie. Przynajmniej trochę poćwiczę pomyślałam. Nagle ujrzałam pewnego chłopaka. Był nawet ładny. Co  się ze mną dzieje? Chłopak mnie zauważył. Nadal strzelałam do celu myśląc że nie podejdzie, ale nie.
- Witaj jestem Aldor, a ty? Zapytał. Nic mu nie odpowiedziałam tylko na niego popatrzyłam przez 3 sekundy.
- Bella.
- Ładne imię. Odpowiedział.
- Idź już sobie, wole być w samotności. Powiedziałam poważnie.
- Skoro tak to pójdę.
- I dobrze.
- Nie ruszę się z tego miejsca. Odpowiedział złośliwie.
Wzięłam głęboki wdech i wydech i zapytałam go:
- Czemu próbujesz się ze mną zaprzyjaźnić?
- Bo tak.
- Jesteś nowy prawda?
- A ty?
- Nie.
- A ty jesteś wilkołakiem, bo na wampira mi nie wyglądasz?!
- Nie twój interes. Postanowiłam być dla niego miła ale tylko troszkę.
- Czemu nie mój, powiesz mi czy nie? Zapytał opryskliwie.
- Nie. Odpowiedziałam mu prosto w twarz.
Chłopak wziął kamień i rzucił prosto do celu byłam zaskoczona jego zachowaniem.
- Ile masz lat?
- 21 a ty?
- 20 i tak jestem wilkołakiem tylko nie zadawaj mi głupich pytań jasne?!
- Dobra ale jeszcze coś?
Aldor sorry brak weny^^

Od DiCiN CD Diego

Dobra rozumiałam wszystko, prawie.
-Ok. Rozumiem prawie wszystko ale nie kim oni są dla ciebie-powiedziałam.
-To moja starsza siostra i młodszy brat-odparł.
Złapałam się za głowę i chciałam zwolnić, ale Dayton mi nie dał. Lubił chyba bardzo Ice bo ciągle przebywali ze sobą. Westchnęłam i położyłam górną część ciała na nim, w stronę głowy. Czyli tak, że leżałam trochę na szyi. Diego spojrzał się na mnie z...nie wiem jakim wyrazem twarzy. A jego młodszy brat patrzył często na mnie z zaciekawieniem, za to siostra popatrzyła tylko parę razy. Leciałam z zamkniętymi oczami, jednak nie spałam. W końcu stanęliśmy. Otworzyłam oczy i usiadłam. Znajdowaliśmy się obok domu Diego.
-Ja już pójdę-powiedziałam zsiadając z smoka i zmierzając do swojego domu, jeszcze podałam mu adres.
-DiCiN-usłyszałam głos chłopaka.
Obróciłam się.

Diego?

Od Diego CD DiCiN

- Wytłumaczysz mi, co się tutaj stało? - spytała ruda.
- Przecież już wiesz. - wzruszyłem ramionami.
Podszedłem do młodego i podwinąłem koszulkę.
Na brzuchu widniały ciemnofioletowe siniaki. Na plecach zaś widniały głębokie ślady od uderzenia pasem. Świeże.
Podszedłem do szafki nocnej i ją odsunąłem. W podłodze ukazała się dziura. Schowek z miksturami i maściami. Wziąłem maść leczniczą. Było jej mało, ale powinno starczyć.
Posmarowałem rany na plecach. Thiren syknął cicho. Doskonal wiedziałem, jak to boli.
- No, już - uśmiechnąłem się do młodego. - Możemy ruszać.
- Ej, miałeś mi wytłumaczyć! - upomniała się.
- Po co? Widziałaś wszystko, możesz się domyślić.
Zawołałem Ice, która niechętnie odeszła od Daytona. Gdy rodzeństwo się usadowiło, ruszyliśmy w drogę powrotną.

DiCiN?

wtorek, 21 lipca 2015

Od DiCiN CD Diego

Gdy byłam dość daleko zrozumiałam, że nie podałam mu adresu. Wróciłam się, gdy jednak zapukałam nikt mi nie otworzył, zajrzałam przez okna pusto. Użyłam zaklęcia i weszłam do środka...ja mądra nałożyłam zaklęcia ochronne. Gdy znalazłam się w środku, nikogo oprócz mnie nie było. Szybko wyszłam i gwizdnęłam. Dayton zaraz przyleciał. Wsiadłam na niego i wzbiłam się w powietrze.
-No mały szukaj Ice-powiedziałam i pogłaskałam smoka.
Czasem dziwiło mnie, że różne magiczne stworzenia umieją wyczuć z dużej odległości drugiego takiej rasy, jeśli kiedyś się spotkali. Dayton nie owijał w bawełnę tylko leciał jak z procy. W końcu zwolnił, niedługo po tym ujrzałam Ice, Diego, dziecko, jakąś dziewczyne i faceta. Dziecko płakało wtulone w dziewczynę, smok i Diego nie ruszali się, a mężczyzna mówił coś mając w ręce różdżkę. Zawróciłam i wylądowałam niedaleko. Potem używając zaklęcia szłam bezszelestnie. Gdy byłam za facetem, cofnęłam zaklęcie.
-Cześć-przywitałam się.
-DiCiN uciekaj-krzyknął Diego.
Mężczyzna się obrócił, ja (używając swojej mocy) wytrąciłam mu różdżkę z ręki, że aż się połamała po uderzeniu w drzewo. Po czym go unieruchomiłam używając zaklęcia pnączy. Niestety jeszcze nie opanowałam unieruchomienia.
Spojrzałam na Diego.
-Mogłabyś coś zrobić?-zapytał.
-Niestety nie opanowałam tego zaklęcia, więc i cofnąć go nie mogę, ale mam inny pomysł-powiedziałam i poszłam w stronę wejścia do domu, było po drugiej stronie. Weszłam do środka, znalazłam jakiś kocioł i potrzebne rzeczy. Ich ojciec nie używał tego i..może nawet nie wiedział o tym. Ukryte to było w jedynym pustym pokoju. Gdyby nie zaklęcie nie znalazłabym tego. Szybko wyszłam z tym na dwór i rozłożyłam.
-To moje-powiedział Diego.
Spojrzałam na niego trochę zaskoczona.
-Sprytnie schowałeś-odparłam.
Zaczęłam przyrządzać eliksir. Na moje szczęście znałam jego przepis, zaklęcia nie umiem ale jest chociaż to. Chłopak co jakiś czas mnie pospieszał. Po ok. 30 minutach wlałam Ice eliksir do pyska, potem Diego do buzi. Po paru sekundach już normalnie się ruszali. Dopiero teraz ujrzałam Daytona, który wyszedł z lasu.

Diego? Masz co czytać i uratowałam cię :3 Chce wyjaśnień ^^

Od Diego CD DiCiN

- Nie musisz szeptać - odpowiedziałem również szeptem, po czym zaczęliśmy się śmiać. I wtedy napadło mnie poczucie winy. Ja uciekłem, nie jestem narażony na mojego oczyma, a mały Thiren... Jeszcze dziś w nocy po nich wrócę.
- Coś się stało? - spytała DiCiN.
- Nie... Które domy są wolne?
Czarodziejka podała mi posiadłości. Kupiłem taką, która pomieści naszą trójkę.
- Jakbyś czegoś potrzebował, to mieszkam tu niedaleko - uśmiechnęła się i wyszła. Czekałem, aż zniknie z pola widzenia, po czym zawołałem Ice.
- Wybacz, mała. Jednak nie w nocy.
Wsiadłem na nią i poleciałem do "domu". To nie była długa podróż. Ice kazałem się schować w lesie. Ukryłem różdżkę i wszedłem.
Na szczęście ojczym spał. Był czarodziejem, unieruchamiał nas i bił do woli.
Zakradłem się do pokoju Thirena. Młody przytulał się do siostry. Gdy mnie zobaczył, pobiegł i wskoczył mi na plecy.
- Zmywamy się - powiedziałem do Jasmine.
- Jak? Za chwilę się obudzi.
- Otwórz okno.
Wykonała polecenie. Po chwili zjawiła się Ice.
- Wsiadajcie na nią. - Podałem jej brata. Usłyszeliśmy kroki. - Już!
Jasmine spojrzała na mnie niepewnie, ale Wsiadła na smoka. Zamierzałem zrobić to samo, ale poczułem, jak ktoś mnie unieruchomił.

DiCiN?

Koniec!

Uwaga mamy już dwie administratorki:
Yennefer/Tassaie o której już wcześniej wspomniałam w poście
Belle która zgłosiła się jeszcze dzisiaj.

Przykro mi ale jak mówiłam góra 2 osoby.
Proszę również obie o podpisywanie się pod postami (nie opo.), tak jak ja!

~DiCiN

Od Yennefer CD Aldora

Spojrzałam na chłopaka, który z niepokojem patrzał w las. Ach, ten duch... Na szczęście jest tylko jeden.
- Coś się stało? - spytałam.
- Gon...
- Tylko jeden. Nie zbliżają się do ognia, pamiętasz?
- Tak...
- O czym tak szepczecie? - spytała DiCiN. Tylko jej tu brakowało.
- A o niczym, co by cię interesowało.
Powiało chłodem. Dosłownie. Na krawędzi obozowiska pojawiły się... Pojawiło się dziewięć duchów z pupilkami.
- Tylko jeden? - zakpił Aldor.
- Och, był jeden - oburzyłam się.
Jeden z duchów strzelił do mnie lodem, ale użyłam ognia. Chwilę później się sfajczył. Jego kościotrupi piesek rzucił się na mnie, ale Itachi złapał go w pazury i z dużej wysokości puścił na skały.

DiCiN? Aldor? Wolałabym jednak, żeby DiCiN dokończyła :P

Bella

Chciałabym tylko powiedzieć, że jestem bardzo wdzięczna Belli która przygotowała nam cały Targ. W ramach podziękowań dostaje ona 2.500$ i rabat, dzięki któremu ma -500$ na każdą rzecz ze sklepu.

Dziękujemy Bello!

~DiCiN

Od DiCiN CD Diego

Spojrzałam na niego. Nie wiedziałam czy mu wierzyć ale jak wyciągnąć informacje też nie.
-Możemy iść do miasta do baru, bo szczerze to chodzę głodna od rana-powiedziałam.
-Ok-odparł.
**w mieście**
Podczas podróży za bardzo się nie odzywaliśmy, a gdy doszliśmy chłopak zaczął wypytywać o różne rzeczy.
-Smoczyca może zostać z Daytonem-powiedziałam-jak w ogóle ma na imię.
-Ice-odpowiedział krótko.
Pogłaskałam oba smoki. i zwróciłam się do Day'a.
-A ty masz pilnować aby nic wam się nie stało.
-Spokojnie, Ice też sobie potrafi poradzić, a są tych samych rozmiarów więc...
Chłopak nie dokończył bo mój towarzysz powiększył się o parę metrów i zmniejszył z dumnym wyrazem twarzy.
-Przepraszam za niego, lubi się popisywać-na moje słowa smok ryknął-może w końcu pójdziemy zjeść?
-Słuszna decyzja-odparł Diego.
Weszliśmy do zatłoczonej knajpki i usiedliśmy przy stoliku w kącie. Zamówiliśmy coś do jedzenia i czekaliśmy. Gdy nam je przyniesiono zjedliśmy i wyszliśmy na dwór. Przez cały pobyt w knajpie trochę pogadaliśmy i pośmialiśmy się. Jednak dało się zauważyć, że chłopak stara się dużo o sobie nie mówić.
Szłam za nim i nagle ujrzałam kawałek wystającej różdżki. Zaśmiałam się cicho i ją wyciągnęłam. Gdy Diego się obrócił udałam kompletnego palanta. Wycelowałam w niego jego różdżką i krzyknęłam:
-Stój bo strzelam!
Po chwili chłopak nie mógł wytrzymać i wybuchnął śmiechem, a ja z nim. Gdy się uspokoiliśmy oddałam mu różdżkę.
-Gdy ty już wiesz jaką mam rasę, może i ty mi zdradzisz swoją?-zaproponował.
Uśmiechnęłam się i wyciągając różdżkę oraz chowając za siebie zaczęłam teleportować się w około niego, aż w końcu wylądowałam krok przed nim. Nachyliłam się do przodu tak, że nasze twarze dzielił centymetr i powiedziałam pół szeptem.
-Czarodziejka.

Diego? Rozpisałam się!

Od Diego

Wstałem dosyć wcześnie. Zauważyłem, że nie ma ze mną Ice. Nie zląkłem się. Zapewne bawi się z innymi smokami...
Jak na zawołanie przyleciała moja Ice z innym smokiem, tych.samych rozmiarów.
Pogłaskałem ją lekko po pyszczku i spojrzałem na drugiego. Z pewnością musiał wychowywać się wśród ludzi.
Nagle zza krzaków pojawiła się ruda dziewczyna z bladą cerą i zielonymi oczami. Spojrzała miękko na drugiego, nieznanego mi smoka.
- Tu jesteś... A ty kto? - zwróciła się do mnie.
- Diego - przywitałem się. - Z kim mam zaszczyt rozmawiać?
- DiCiN - uśmiechnęła się wyraźnie zadowolona, że mówię do niej szacunkiem. - Co tutaj robisz?
Nie mogę powiedzieć jej prawdy. A przynajmniej całej.
- Szukam miejsca gdzie mógłbym się zagrzać.
I moja rodzina.

DiCiN?

Od Aldora CD DiCiN

- A mnie to torturowałaś, jak nie chciałam ci nic powiedzieć - mruknęła Yennefer.
Spojrzałem na,nią zszokowany. To w taki sposób wyciągają informacje?
- Ty byłaś szczególnym przypadkiem - rzuciła kąśliwie ruda. Już przestało się być miłą.
- Opanujcie się - powiedziałem, kończąc kłótnie. - Radziłbym się przespać, niedługo będzie się ściemniać.
Dziewczyny były na siebie obrażone. Jedna poszła w jeden kąt, druga w drugi.
- No co, mały? - mruknąłem do Kła. Biedak stracił wzrok podczas wojny. - Idziemy spać?
Potrząsnął głową i ryknął cicho, wskazując na las. Gon...

DiCiN? Yennefer?

Administratorka!

Uwaga mamy nową administratorkę. Jeśli chcecie aby wasze opowiadania były wstawione wcześniej, proszę je wysyłać do:
Na howrse: Flora15

PS: Mam jeszcze jedno wolne stanowisko, kto chętny piszę ^^

~DiCiN

poniedziałek, 20 lipca 2015

Parę wiadomości!

Moi kochani mam parę spraw do omówienia:

  1. Nowa strona
  2. Pierwsze opowiadania
  3. Sprawa czatu
  4. Sprawa aktywności
  5. Mój rysuneczek :p


1.
Jakbyście zauważyli mamy nową stronę ("Targ"). Jeśli chcecie coś kupić napiszcie do DiCiN co chcecie kupić i po sprawie.

2.
Prosiłabym każdego który wyśle formularz o napisanie pierwszego opowiadania razem z formularzem. Jeśli nie zadziała ta wiadomość, wprowadzę taki punkt do regulaminu!

3.
Proszę nie pytać na czacie o takie rzeczy jak "Czy zostaniesz moim partnerem?" itp. ponieważ pomyślcie też o innych w jakiej stawiacie kogoś sytuacji. Ktoś może odmówić, a ciebie może cię to np. urazić chodź druga osoba tego nie chciała.

4.
Ludziska mam problem ponieważ ja najczęściej pojawiam się w godzinach nocnych. Potrzebuje kogoś aktywnego który zajął by się tylko wstawianiem opowiadań i utrzymywaniem porządku podczas mojej nieobecności...czyli potrzebuje Administratora. Więc każdy chętny i aktywny napiszę, że chciałby zostać adminem i z jakiego powodu mam go nim mianować. Wybiorę jednak nie więcej niż 2 osoby, więc jeśli kogoś nie wybiorę niech nie będzie urażony, ponieważ ja nigdy nie mam złych zamiarów.

5.
Nudziło mi się więc zrobiłam taki rysuneczek na Paincie i chciałabym wam go pokazać. Miło by było usłyszeć opinie innych, nawet te złe, które sprawiłyby, że następny wyjdzie lepiej. Więc ludziska, ci z bloga i nie. Komentuje, przyjmę do siebie nawet złą opinię dzięki której nauczę się czego również nie robić, a nie obrażę. Jednak pamiętajcie, że każdy ma też swój gust. Postaram się na każdy komentarz coś odpisać i mam nadzieje że będzie ich trochę. A oto moje dzieło:

Uwaga: bez żadnych niejasności wszystko robiłam w programie Paint sama!
PS: Aby zobaczyć całe takie jakie zrobiłam kliknijcie na zdjęcie!


~DiCiN

Mamy kolejnych członków!

Powitajmy Diego i Aldora!

Diego
Imię i nazwisko: Diego Smith
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 20
Rasa: Czarodziej
Mieszkanie: Ulica "Madagaskar" nr 3
Praca: Myśliwy, zarabia 6,500 
Pieniądze: 13,000
Punkty: 
  • siła 9
  • szybkość 8
  • walka bronią strzelecką 9
  • walka bronią białą 9
  • wytrzymałość 8
*Rodzina: Rodzice nie żyją, starsza siostra Jasmine, czteroletni braciszek Thiren
*Zauroczenie: DiCiN
*Głos:
Charakter: Diego ma jakby trzy twarze. Pierwszą pokazuje najbliższym, jest zabawny, miły, pomocny. Drugą okazuje zwykłym nadnaturalnym, obojętność i tajemniczość. A trzecia jest dla wrogów, nie muszę chyba tłumaczyć. Ale zawsze będzie uparty. Nigdy nie da sobą pomiatać, ma silną wolę. Jeżeli coś ci się "wymsknie", będzie drążył temat, aż pozna prawdę.
Aparycja: Jest to wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna o długich do ramion czarnych włosach i brązowych oczach. Na brodzie widnieje lekki zarost. Ubiera się zazwyczaj w luźne rzeczy. Na prawej ręce zawsze nosi zegarek.
*Historia: Nie jest różowa, nie chce o niej mówić, ani wspominać. Jedyne czego chce, to zapomnieć.
*Zainteresowania: Walka bronią białą, strzelecką i wręcz, magia.
*Dodatkowe: Jego starsza siostra została z Thirenem
*Zwierzę: Ice
Rasa: Smoczyca Lodu
Sterujący: bezi05
Różdżka:



Aldor
Imię i nazwisko: Aldor Blue
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 21
Rasa: Żywiołak
Żywioł: Ogień
Mieszkanie: Ulica "Kataklizm" nr 2
Praca: Medyk, zarabia 6,250
Pieniądze: 15,000
Punkty: 
  • siła 10
  • szybkość 9
  • walka bronią strzelecką 5
  • walka bronią białą 9
  • wytrzymałość 10
*Rodzina: Żyje tylko jego ojciec
*Zauroczenie: Yennefer
Charakter: Jest to chłopak co ma jakby dwie strony. Swoją dobrą pokazuje tylko niektórym i najbliższym. Jest miły, a zarazem wredny. Spokojny i nieobliczalny.Troskliwy i obojętny. Bardzo towarzyski. Szybko zdobywa przyjaciół.
Aparycja: Wysoki, dobrze zbudowany chłopak o niesamowicie błękitnych oczach. Na twarzy widać lekki zarost, włosy są brązowe.
*Historia: Dzieciństwo miał bardzo szczęśliwe, ojciec nauczył kontrolować jego moce. Zaprzyjaźnił się nawet z wywerną. Gdy meteoryt uderzył w Ziemię, nic się nie zmieniło, mieszkał w wiosce z nadnaturalnymi. Dopiero wszystko zmieniła wojna, w której niemal stracił życie. Więcej szczegółów opowie kiedy indziej.
*Zwierzę: Kieł
Rasa: Może to nieprawdopodobne, ale... to jest wywerna.
Sterujący: bezi05

Od Tassai CD Belli

- Ależ udowodnię.
Nim zdążyła coś powiedzieć, złapałam ją za rękę. Pokazałam jej swoje wspomnienia.
Była noc, moja ulubiona pora dnia. Kręciłam się po lesie. Po co? Po nic. Nagle usłyszałam kobiecy głos. "Lost, szukaj. Znajdziemy to". Zaciekawiona wyjrzałam na polankę. Dziewczyna wraz ze skrzydlatym wilkiem maszerowała w kółko. Po chwili zmieniła się w,wilka i zaczęła węszeć. Rzuciłam na siebie dwa zaklęcia. Żeby mnie nie widziała. Ani czuła. Po chwili zrozpaczona znów przemieniła się w człowieka i zaczęła płakać.
Powróciliśmy do rzeczywistości. Dziewczyna była zszokowana.
- Pomogę ci - odparłam. Nie wiem czemu, ale chcę ją bliżej poznać. Chcę ją polubić. - I tego nie wygadam.

Bella? Stałam się dobrą ^^

Od Nasari CD Belli

Byłam sobie w domu oglądałam TV było nudno. Kamila wyszła na spacer na 20 minut, a teraz jest 13.48. Byłam wkurzona. Wyszłam z domu ubrana w koszulę i leginsy. Poszłam do lasu i zobaczyłam... Kamile wspinającą się na ogromne drzewo.
- Kamila zejdź z tąd!
- Zmuś mnie! Krzyjnęła z kpiącym uśmiechem.
Nie daje rady z jej wychowaniem pomyślałam. Wziełam głęboki wdech i wydech policzyłam do 10.
- Kamila masz 3 sekundy aby zejść albo zakaz picia krwi przez 7 dni!
Postanowiłam ale Kamila nie zchodziła tylko wchodziła coraz wyrzej. Co się z nią dzieje a jak się jej coś stanie? Myślałam trochę co by tu zrobić. Mam pomysł... Szybko pobiegłam w stronę domu Belli. Zapukałam 3 razy. Jaśnie pani nie raczyła otworzyć więc krzyknęłam
- Bella!
Słyszłam że idzie po schodach, po chwili otworzyła drzwi.
- Czego?!
- Proszę pomóż mi!?
- Dobra o co chodzi?
- Moja siostra uciekła!
- No i co mi do tego?
- Proszę ja ją kocham i nie chcę aby coś się jej stało.
Bella popatrzyla na mnie przez chwilę i się zgodziła.
- Okey ale masz u mnie dług.
- Dzięki dzięki dzięki.
Przytuliłam dziewczynę, ale ona mnie odepcheła. Zaczeliśmy iść do lasu kiedy byliśmy już na miejscu Kamila była prawię na czubku drzewa.
- To gdzie ona jest? Zapytała się znudzona.
- O tam.
Pokazałam jej czubek drzewa popatrzyła z zaskoczeniem. Dziewczyna wycofała się przez chwilę kazała mi odejść więc odeszłam. Była chyba 7 metrów od drzewa. Nagle zaczeła biec zaczeła się przemieniać w wilkołaka. Nagle była na drzewie trzymała się pazurami o korę. Ledwie co mrógnęłam a ona była na czubku drzewa.
- Kim jesteś? Zapytała Kamila
Dziewczyna pokiwała głową, Kamila weszła na jej tłowie kazała się mocno trzymać. Bella wyskoczyła z Kamilą, kami była szczęśliwa z Bellą niż ze mną. Kiedy zeszły na ziemię Bella przemieniła się w wilka i dała dla Kami naszyjnik :


Bella uśmiechneła się do Kamili a kami odzajemniła uśmiech, Kamila trzymała naszyjnik w ręku na koniec Kami przytuliła Bellę a wilczyca to odznajemniła wtedy coś we mnie piękło. Podeszłam do nich wziełam Kamile za ręke i powiedziałam
- Kamila co ty wyrabisz Bella jest wilkołakiem a ty wamiprem! Powiedziłam po cichu przed Bellą.
- Dobra wiem!
- Okey to idziemy do domu!
- Zaczekaj chwilę!
Kamila odeszła ode mnie i zapytała się Belli czy wróci. Powiedziała że tak.
- Kamila!
- Już idę!
* 8 minut później przy domu.
Kamila nie udzywała się przez cały powrót do domu. Byłam nie zapokojna.
- Kamila możemy porozmawiać ?
- Nie i zostaw mnie.
Nagle usłyszałam zwonek do dzrwi a kto tam stał Bella.

Bella nie porywaj mi siostry!

Od DiCiN CD Yennefer

Ta dziewczyna znowu mnie wyprzedziła. Ale jak chce i tak ją znajdę, a raczej nie ja tylko Dayton. Nagle przed nami pojawiła się dość spora wywerna. Miała groźny wyraz miny ale oczy...zdradzały całą radość.
-Ohh, nie wygłupiaj się-zwróciłam się do niej.
Ta nagle przestała być groźna i podleciała wesoło do nas. Smok warknął. Klepnęłam go lekko i pogłaskałam wywerne.
-Szybko zaprowadź mnie do Yennefer-powiedziałam wesoło.
Nie rozumiem czemu ale wszystkie zwierzęta zawsze do mnie leciały. Może dlatego, że od lat wychowywałam się w ich towarzystwie. Wywerna obróciła się i zaczęła lecieć naprzód, a my za nią. Po chwili doprowadziła mnie do obozowiska. Wylądowałam i nieopodal i poszłam w tamtą stronę. Dayton też ale on wolał lecieć. Gdy doszłam do obozowiska ujrzałam Yennefer i jakiegoś chłopaka.
-Czeeeeść-powiedziałam udając słodką.
A tak szczerzę? Od tego "bycia miłym" już mi nie dobrze było i najlepiej bym sobie odleciała. Ale czasem trzeba się poświęcić. Zaraz przyleciała do mnie wywerna, pogłaskałam ją i podeszłam do dziewczyny, i chłopaka. Obok wylądował mój towarzysz, ale zmniejszony, bo za bardzo miejsca nie było. Yennefer spojrzała na mnie zła, a chłopak podejrzliwie.
-Jestem DiCiN-przedstawiłam się niechętnie-od razu mówię, że nie musisz nic o sobie mówić, przyzwyczaiłam się do tego, uwierz-zwróciłam się do chłopaka.

Yennefer? Aldor?

Od Yennefer CD DiCiN

- Ty myślisz, że,to zabawa? - spytałam, nieźle wkurzona. - No chyba, że tak bardzo spieszy ci się na tamten świat. Nie będę cię zatrzymywać.
Ja miałam ją po dziurki w nosie. Jakby nie wiedziała, że taki jeden duch może ją oślepić, a pupilek zjeść rękę. Wystarczy chwila nieuwagi...
Użyłam tej samej mocy, co wcześniej. Wiatr popchnął mnie do przodu. Uniknęłam ducha, nie chce mi się z nim cackać.
Nieco dalej, zauważyłam wyraźne ślady wywerny. I człowieka. Prowadziły do kolejnego obozu, nowego.
Zeszłam z gryfa i szłam przed siebie ostrożne stawiając kroki.
Coś warknęło i przygniotło mnie do ziemi. Poczułam, jak coś liże mnie po twarzy.
- Kieł, przestań! - krzyknęłam, oddychając od siebie wywernę.
Ta posłusznie zeszła i zaczęła się bawić z gryfem.
- Kto to nas zaszczycił.
To był męski głos. Nie wiedziałam, skąd pochodzi. Po chwili poczułam, jak do mnie podchodzi.
- Myślałam, że nie żyjesz - odwróciłam się i spojrzałam na Aldora.
- Ta, też tak myślałem.
Kieł zaczął warczeć w stronę lasu.
- Postrasz ich - uśmiechnęłam się do wywerny, a ta posłusznie poleciała zapachem DiCiN.

DiCiN?