Ta dziewczyna znowu mnie wyprzedziła. Ale jak chce i tak ją znajdę, a raczej nie ja tylko Dayton. Nagle przed nami pojawiła się dość spora wywerna. Miała groźny wyraz miny ale oczy...zdradzały całą radość.
-Ohh, nie wygłupiaj się-zwróciłam się do niej.
Ta nagle przestała być groźna i podleciała wesoło do nas. Smok warknął. Klepnęłam go lekko i pogłaskałam wywerne.
-Szybko zaprowadź mnie do Yennefer-powiedziałam wesoło.
Nie rozumiem czemu ale wszystkie zwierzęta zawsze do mnie leciały. Może dlatego, że od lat wychowywałam się w ich towarzystwie. Wywerna obróciła się i zaczęła lecieć naprzód, a my za nią. Po chwili doprowadziła mnie do obozowiska. Wylądowałam i nieopodal i poszłam w tamtą stronę. Dayton też ale on wolał lecieć. Gdy doszłam do obozowiska ujrzałam Yennefer i jakiegoś chłopaka.
-Czeeeeść-powiedziałam udając słodką.
A tak szczerzę? Od tego "bycia miłym" już mi nie dobrze było i najlepiej bym sobie odleciała. Ale czasem trzeba się poświęcić. Zaraz przyleciała do mnie wywerna, pogłaskałam ją i podeszłam do dziewczyny, i chłopaka. Obok wylądował mój towarzysz, ale zmniejszony, bo za bardzo miejsca nie było. Yennefer spojrzała na mnie zła, a chłopak podejrzliwie.
-Jestem DiCiN-przedstawiłam się niechętnie-od razu mówię, że nie musisz nic o sobie mówić, przyzwyczaiłam się do tego, uwierz-zwróciłam się do chłopaka.
Yennefer? Aldor?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz