-Nie pozwolę ci lecieć sama-powiedziałam wsiadając na Daytona-rozumiem przeżyłaś wtedy, ale nie wiadomo co może cię spotkać teraz.
Yennefer przekręciła oczami.
-Masz mnie zostawić-odparła.
-Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz, wiesz, uparta to ja potrafię być-odpowiedziałam.
-Tak jak i Tissaia-westchnęła i zaczęła się ode mnie oddalać.
Szybko ją dogoniłam i żeby to nie wyglądało dziwnie kazałam zmniejszyć się Daytonowi do rozmiarów gryfa. Spojrzałam na towarzysza Yennefer który widocznie był zadowolony z tego "ruchu". Nudziło mi się więc poleciałam w chmury. Gryf chyba też chciał bo on i jego pani znaleźli się obok. Nagle zauważyłam pegazy. Cudowne z nich stworzenia. Latały obok nas lecz w bezpiecznej dla nich odległości. Pięknie to wyglądało. Sprawiłam, że smok leciał tak, że wyglądało to jakby chodził po chmurach. Pegazy patrzyły na nas zdziwione. Nagle zauważyłam, że nie ma Yennefer. Szybko zleciałam niżej i zauważyłam tylko ich zarys w oddali.
~Co za wredna dziewczyna~pomyślałam.
Szybko pośpieszyłam Day'a, jednak bez przesady. Niedługo minęło jak ich dogoniliśmy.
-Już mówiłam, że mnie się nigdy nie pozbędziesz-powiedziałam z uśmiechem.
Yennefer?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz