Przyjrzałam się sylwetce. To nie mogła być Tissaia. Ani żadna kobieta. To mógł być mężczyzna.
- Nie wiem - odpowiedziałam słabo, by myślała, że nie mam siły.
- Nie kłam! - krzyknęła dziewczyna, unosząc różdżkę.
- Nie kłamię! - krzyknęłam, nie panując nad sobą. Wiatr odrzucił ją na drzewo. Straciła przytomność.
Smok chciał się na mnie rzucić, ale został przegoniony przez większego. Przez smoka...
- Tiassa! - krzyknęłam, widząc moją przyjaciółkę.
- Chciała wydusić z ciebie informacje siłą? - spytała tylko. Pokiwałam głową. - No ale Mistrz chciał, żebyśmy tu dołączyli. Ale jak to było?
- No... Czekałam na ciebie, i wtedy pojawiła się ona. Chciała znać moje imię. Nie podałam go i odleciałam na gryfie. A ona za mną i go zahipnozytowała i wysłała go do miasta. Nadal chciała znać moje imię, ale jej nie podałam. Poszłam do lasu i czekałam na ciebie. Ona poszła za mną i zaczęła mnie torturować. Nie powiedziałam jej o wojnie i o tobie.
DiCiN zaczęła się budzić, ale Tiassa unieruchomiła ją zaklęciem.
- A teraz wytłumaczysz, czemu torturowałaś Yennefer - powiedziała chłodno Tiassa.
DiCiN?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz