- Nie mów o tym innym. Dobrze? - spytałem. Ta pokiwała głową i poszła.
Ice i Dayton wzbili się w powietrze, chwaląc się swoimi sztuczkami.
- Chodźcie - powiedziałem do rodzeństwa i weszliśmy do domu.
- Będę miał własny pokój? - spytał Thiren. Wyglądał jak miniaturowa wersja mnie. Tylko bez zarostu.
- Oczywiście - uśmiechnąłem się szeroko.
- A ja? - spytała obrażonym głosem Jasmine. Była blondynką, szczupła, wysoka. Miała szare oczy. Ona przypominała matkę, tylko tą naszą prawdziwą.
- Siostrzyczko. Chyba nie myślisz, że będziemy w jednym pokoju?
- Ja się o to modlę!
- Thiren, twój pokój jest na górze, pierwsze drzwi na lewo. Jasmine ma naprzeciwko ciebie, a ja jestem tuż obok. Coś zjesz?
*kilka godzin później*
Ktoś zapukał do mojego domu. Otworzyłem drzwi. Stała tam DiCiN.
- Dayton zniknął - powiedziała.
Skamieniałem. Skoro Dayton to i Ice. Zawsze dawałem je wolną rękę. Robiła co chciała, wracała, kiedy chciała. Mogła zawsze odejść. Nie była ze mną z przymusu.
- Może jeszcze wróci. Uspokój się...
- Nie! Ja spróbowałam się z nim porozumieć telepatycznie! Nie udało się!
DiCiN?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz